Lot i pierwszy dzień w Bangkoku

Do Tajlandii leciałyśmy z naszej stolicy z przesiadką w Kijowie.

Nie wierzymy w zabobony, ale nie mogłyśmy nie zauważyć pewnych powiązań:

– nasz samolot miał 1,5h spóźnienia z powodu mgły, a w głowach ciągle przypominane przez media wydarzenia z katastrofy smoleńskiej

– data wylotu 20.10.2010,  ładnie wygląda

– dzień przed wylotem z książki wypadł mi bilet do kina z filmu ‘Oszukać przeznaczenie”, a w tle w radio zaczęła śpiewać Celine Dion ‘My heart will go on’

Tak to się ładnie razem złożyło, że nie sposób było o tym nie myśleć. Jednak dla wszystkich przesądnych – doleciałyśmy na miejsce całe i zdrowe, nasz bagaż też! :)

W samolocie chcieli nas ugotować, tak było gorąco. Natomiast widoki zza okna wynagradzają każdą niedogodność w podróży… pola ‘wacików’! Cudnie! :)

Na lotnisku w Kijowie wzięto mnie za dziennikarkę z Gazety Wyborczej i tym samym mogłam zatrzymać zdjęcia, które zrobiłam na płycie lotniska, gdzie zdjęć robić nie wolno. :)

Po 11h lotu, o 3:20 czasu tajskiego wylądowałyśmy w Bangkoku. Na zewnątrz 28stC i straszna zupa o zapachu surowych ziemniaków zamiast powietrza… parno i duszno.

Autobusem AE02 o 8:30 dotarłyśmy na Khaosan Road – stolicę backpackerską w tym mieście. Odwiedziłyśmy 4 hostele i wybrałyśmy KawinPlace na jednej z uliczek odchodzących od KR.

Mała drzemka, i o 13 już pałaszowałyśmy pad thai na ulicy – jedno z  tradycyjnych dań tajskich. Jak dla nas rewelacja!!

Pad thai – Smażony na miejscu makaron (różne rodzaje) z jajkiem, warzywami, kurczakiem, krewetkami i orzeszkami ziemnymi. Takie pyszne danie na szybko kosztujące zaledwie 40 b, czyli ok. 4 zł :)

Jako, że nie byłyśmy jeszcze opalone, nasz odcień skóry dawał sygnał wszystkim tuk tuk’manom, że dopiero przyjechałyśmy, więc bezkarnie mogą nas ładować w balona i naciągać. Nie mogłyśmy się odgonić, co chwilę któryś chciał nas dokądś zawieźć. I tak miałyśmy w planie zwiedzić okolicę, więc jednego trzeba było wybrać. „Dziś jest święto Buddy i mamy paliwo za darmo, ale w tym celu musimy pojechać w 2 miejsca i podbić pieczątki, a za usługę tylko 10b za dwie we wszystkie podane miejsca”. Taaa.., jasne… wyczuwałyśmy podstęp, ale w sumie co nam zależy i tak zapłacimy dopiero na końcu! Raz kozie śmierć :)

Nasz tuktuk'man

Pierwszy przystanek to Wielki Stojący Budda (Wat Inthra Wihan), później w centrum informacyjnym wypytałyśmy o kilka rzeczy. Następnie Lucky Budda (Wat Parii Nayok). Potem TukTuk’man zawiózł nas do centrum exportowego – ręcznie robiona biżuteria, złoto, srebro…przyglądałyśmy się ich pracy na miejscu. Kolejne centrum informacyjne! i miejsce, w którym szyją ubrania na miarę w ciągu 1 dnia, ale to nie na nasze kieszenie. Zgarnął za nas kasę we wszystkich miejscach, do których nas zawiózł i w ostatnim punkcie – Golden Mount (obok Wat Sraket) zwiał, tak ot sobie pojechał bez zapłaty :) Cały dzień miałyśmy wycieczkę po mieście za darmo, w sumie wyszłyśmy na plus! Niby nowe miasto, do tego było już bardzo ciemno, ale co to dla nas. Znalazłyśmy autobus i wróciłyśmy na Khaosan Road (autobus 7bat). Wstąpiłyśmy sobie jeszcze do 7Eleven – to taka tamtejsza Żabka.

Wszystko w złocie!

Wykończone po całym dniu zwiedzania, ‘chilloutowałyśmy’  się przy piwie  Cheers (650ml 100bat!) i orzeszkach  nerkowca w Irish Pub Shamrock obok naszego hostelu. W TV  leciał akurat mecz Milanu z Cheve (2:1). Świetny klimat i  kelnerzy ladyboy’e. Atmosfera zepsuła się jednak trochę jak  jeden kelner z wypchanymi piersiami i mini spódniczce  zgrywał wariata. Na pytanie ‘how big?’ zrozumiał, ze ma  przynieść 2 porcje?!, co okazało się dopiero przy płaceniu  rachunku. I takim sposobem, nawet po rozmowie z 4 innymi skrzeczącymi kelnerami i szefową musiałyśmy zapłacić 160b  za 2 porcje orzeszków. My już tam na pewno nie pójdziemy,  ale co to dla nich… codziennie mają setki nowych osób do  naciągnięcia.

Posiedziałyśmy  jeszcze z karaluchami na ławeczce przed hostelem i spaaać…

Para królewska. Na każdym kroku ich obrazy. Bardzo szanowani w Tajlandii i traktowani na równi z Bogami.

KAWINPlace a przed nim domek dla duchów i dary dla nich, żeby miały gdzie mieszkać i z czego czerpać energię. :)

 

Reklamy