Klimatyczne Hoi An cz. 1/2

Do tego niewielkiego miasteczka w środkowym Wietnamie (niegdyś portu portugalskiego), przyjechałyśmy po ok. 5h podróży autobusem wzdłuż wybrzeża morza płd-chińskiego. Gdyby nie te piękne widoki zza okna i słuchawki w uszach, szlag by mnie trafił dzięki nieustannie trąbiącemu kierowcy!  :)

Przecudne miasteczko (od 1999r wpisane nawet do rejestru zabytków światowego dziedzictwa UNESCO!) . Wszędzie mnóstwo lampionów! Bardzo klimatycznie, jakby czas się w nim zatrzymał kilkaset lat temu. Gdybym miała je porównać z innym miejscem, to byłoby to Pingyao w Chinach, o którym zapewne też kiedyś napiszę.

To też miasteczko szewców i krawców. Szyją tutaj ponoć ubrania dla renomowanych marek z całego świata.

Świetne materiały, piękne wykonanie i przystępna cena, … oczywiście jak się człowiek potarguje najpierw z 30 min :) Do wyboru do koloru, cokolwiek sobie ktoś wymyśli.

Przymierzyłam kilka sukni i nie mogłam się oprzeć… zaszalałam i kupiłam sobie sukienkę. Szyta na miarę, rano przymiarka, wieczorem odbiór! Niestety limit bagażowy przeszkodził nam w kupnie butów na zimę, a wysyłka paczką do Pl też tania nie jest. Kiedyś musimy tam wrócić na zakupy, hehe

Z Olką stwierdziłyśmy, że ta nasza podróż bardziej przypomina podróż kulinarną, bo wcinamy prawie wszystko, co się nam nawinie. Coś sprzedają na ulicy… trzeba spróbować, a co! Przede wszystkim lokalne specjały.

Jednym ze specjałów kulinarnych miasta są White Roses (Banh Nao) – pyszne różyczki z papieru ryżowego wypełnione pastą z krewetek. Znalazłyśmy swoją knajpkę (An Hoi) i codziennie do niej chodziłyśmy na lokalne świeże piwo za 4tys dongów (20tys=1$) i inne specjały, np. zupę Wonton. Nie przepadam za owocami w daniach, ale ta zupa z dodatkiem ananasa była po prostu rewelacyjna! :)

Do najcenniejszych zabytków należy tzw. Most Japoński, zbudowany przez przybyszy z Japonii, jedyny na świecie kryty most ze świątynią buddyjską.

Warto też wejść do jednego z otwartych domów (legalnie oczywiście) i zobaczyć wnętrze.

Pełno tutaj kibiców piłki nożnej. Co rusz w jakiejś knajpce telewizor, mecz i wokół ani jednego krzesełka wolnego.  Niestety nie obejrzałyśmy razem z nimi żadnego meczu, a szkoda, pewnie byłyby niezłe wrażenia :)

Reklamy