Podróż pociągiem do Varanasi

Pociąg do Varanasi stał już na peronie ponad 1h wcześniej. Mamy jedno wspólne leżące miejsce z Olką, a przed nami ok. 14h jazdy. Śmierdzi dookoła uryną. Nad głowami wirują wiatraki rozdmuchując to gęste i gorące powietrze, …przy okazji wysuszając moje soczewki.

Jakieś łachudry obok nas siedzą. Jeden mówi do siebie. Zaczyna się rozbierać… ściąga jedne spodnie, rzuca je z rozmachem na leżankę nad nami… upał jakieś 45C, a ten 2 pary spodni długich na sobie! Zaczyna drzeć jakieś papierki ciągle mówiąc coś do siebie…. Układa karteczki przed sobą na siedzeniu i potem uderza w nie dłońmi i wyrzuca przez okno. Ciągle się na nas gapi!  Dlaczego nie mogą tu usiąść jakieś normalne babki?! My to mamy szczęście…  sami wariaci dookoła. ;)

Podszedł do nas starszy gość i mówi, że nasza leżanka jest siedzeniem również dla niego. Docelowo ma leżankę u góry, więc za dnia siedzi z nami. No tak, tylko, że my już mamy 1 siedzenie dla 2, a on to niby gdzie chce jeszcze usiąść? Zaoszczędził nam siedzenia w uścisku pół podróży i usiadł na razie gdzieś indziej. Ten sam gość wziął kij do krykieta, którego 2 nastolatków w przedziale miało ze sobą i wygonił świra z pociągu. Tak jak wcześniej wzbudzał w nas mieszane uczucia, trochę strach… tak teraz było nam go żal. Świr miał przerażoną minę, kiedy starszy gość podniósł na niego rękę z przedmiotem… Jak bity pies na ulicy. Smutny jego los… Żal mi go było :( Co jakiś czas do okien z zewnątrz pociągu podchodzą biedni, którzy czekają z wyciągniętymi dłońmi na jałmużnę. Wewnątrz również przez całą drogę,  kalecy, ślepi, ubodzy… chodzą i stukają kubeczkiem w obręcze siedzeń, żeby zaakcentować swoje istnienie albo śpiewają coś pod nosem, prosząc o dary.  Przykry los… ale jak im wszystkim pomóc? Czy ta rupia, jedna,.. druga, rzucona przez ludzi odmieni ich los? Nie, nie sądzę…

Było już późno, układałyśmy się z Olką do snu na tej 1 kozetce, kiedy podszedł do nas konduktor. Wyrzucił Hindusa z innej leżanki i kazał tam przejść Olce. No i już miałyśmy 2 miejsca leżące. Na dodatek mogła sobie wybrać, czy chce dolną czy górną leżankę ;) Ku mojemu zaskoczeniu, Hindus bez sprzeciwu, pokornie zszedł i usiadł z boku. Leżanki do spania już nie miał. W Polsce takie coś by nie przeszło! Od razu byłaby wojna.

Leżanki dwie, ale spać się nie dało… albo bardzo głośno rozmawiają albo kaszlą albo jakiś dziadek puszcza głośne i długie serenady ‘pod kołderką’ (której nie miał), fee… smród z zewnątrz i w wewnątrz. Okien nie da się domknąć – wieje po plecach i głowie. Jak wszyscy już się położyli spać i było cicho, to niedobitki bez siedzeń porozsiadały się na leżankach w nogach innych ludzi i tak siedzieli, albo położyli się na ziemi, gdzie popadło. Dwóch facetów usiadło naprzeciw mnie i pokazywali palcem na mnie i nasze bagaże… więc ja ciągle na ‘stand by’, …żeby mieć je na oku (chociaż miałyśmy je przypięte łańcuchami, ale to ktoś wie?). Nie spałam prawie całą noc.

Kiedy goście na doczepkę położyli się na ziemi i zasnęli, udało mi się zamknąć na chwilę oczy.

W czasie podróży obserwowałyśmy z Olką przez kraty w oknach życie ludzi mieszkających przy torach – ich pracę, zwierzęta, dzieciaki ganiające po polach, panów wystawiających swoje półksiężyce do porannej toalety ;), kobiety lepiące z łajna krów placki, układane w piramidki, które po wyschnięciu służą jako opał… Domy – niektóre ceglane, inne drewniane, a także lepianki i namioty. Zastanawia mnie tylko, dlaczego budują swoje domostwa obok torów, a nie gdzieś dalej? Przy domach mają swoje pola, ich prawdopodobnie jedyne źródło wyżywienia, bo zwierząt nie jedzą. Straszna bieda na wioskach… aż żal patrzeć.

Generalnie w miastach wygląda to trochę inaczej, bo jest wiele dodatkowych źródeł przychodów, np. naciąganie i oszukiwanie turystów! :) A tutaj ludzie zdani są tylko na ciężką pracę swoich rąk.

Jeśli chodzi o jedzenie to głodne nie byłyśmy. Po pociągu co chwilkę przechadzali się sprzedawcy chai’u, samos i innych dobroci kulinarnych. :)

Powszechnie w pociągu występuje tzw. gapienie się na białasa… a zwłaszcza na kobiety. Gość leżący po skosie na kozetce u góry z premedytacją non stop się we mnie wpatrywał. Czułam się dość niezręcznie… hm, to jak my obserwujemy małpki w zoo, tak on nas.  Hehe… Małpki też się pewnie głupio czują ;) Już myślałam, żeby sobie jakiś worek na głowę założyć!:), ale ignorowanie to chyba jedyny sposób. Przyszedł konduktor i z jakiegoś powodu kazał mu przejść na kozetkę obok, w naszym rzędzie i już mnie nie widział! :) Ale moja radość nie trwała zbyt długo, bo znalazł nowy sposób – co chwilę spuszczał głowę w dół by zerkać, co tam białe małpeczki porabiają :)

Jeśli chodzi o śmieci to wyrzuca się je tutaj po prostu przez okno, nie ma śmietników! My na początku papierki, butelki itd. itp. kumulowałyśmy obok siebie z nadzieją, że znajdzie się gdzieś kosz… ale nic z tego, więc musiałyśmy pokonać bariery wewnętrzne do niezaśmiecania świata i wyrzucić wszystko przez okno. Ciężkie to było…no cóż… ‘jak się wejdzie między wrony, trzeba krakać tak jak one’.  Całe Indie toną w śmieciach – straszne
z nich brudasy!!!

This is India! :)

Advertisements