Varanasi cz. 2/3

Spacerując sobie wzdłuż ghatów narażone byłyśmy na ciągłe zaczepki z prośbą o kupno czegokolwiek. Kupiłyśmy ręcznie dziergane bransoletki z koralików, a ja dodatkowo kolorowe proszki do zdobienia ciała. Stwierdziłam, że takie proszki będą świetnym prezentem dla mojej siostrzenicy Zuzi, więc postanowiłam się potargować. Najważniejsze, że zainteresowanie nie wyszło z mojej strony, udawałam, że tego nie potrzebuje, ale mogę kupić w sumie za dobrą cenę… on chciał sprzedać. Turystów coraz mniej i dochody malutkie. Cena 250Rs!! E… podałam swoją – 50Rs. Nie zgodził się na tak drastyczna obniżkę, więc sobie poszłam, ale po mału, żeby miał szanse mnie zawołać… i zrobił to. Ok., piłka w grze. No i tak schodził i schodził z ceny a ja delikatnie podniosłam, żeby go zachęcić, hehe. Stanęłam na 70RS – nie chciał. No to znów poszłam sobie dalej dziękując grzecznie i twierdząc, że tego nie potrzebuję. Przybiegł do mnie i dalej namawia… że było dość zabawnie, negocjacje w miłej atmosferze, więc wymyśliłam grę – podam mu nazwy 3 państw i musi zgadnąć skąd jesteśmy (bo pytał, a my mu nie powiedziałyśmy). Jak nie zgadnie to sprzedaje mi za 60Rs, bo 70Rs dawałam wcześniej, teraz już tyle nie dam ;) Śmiał się i zgodził się na moje 70Rs :) hehe Przeglądnęłam dokładnie pudełko z proszkami i 1 patyczek do odciskania kształtów na ciele był uszkodzony. Pobiegł szybko do swojego kramiku i wrócił – dał mi 3 dodatkowe zamiast tamtego. Podaliśmy sobie dłonie, i na koniec powiedział mi – „You know, You are very clever woman”! haha, niezła frajda była z tym targowaniem :)

I właśnie …  kilka uwag co do targowania:

  1. Nie pokazywać zbytniego zainteresowania towarem, bo wtedy pałeczka jest po stronie sprzedającego (on wie, ze chcemy to bardzo kupić i nie musi tyle spuszczać z ceny)
  2. Jak nie przystaje na naszą cenę, oddalać się nieznacznie, albo zaczynać oglądać kramiki obok
  3. Podawać na początku cenę o wieleeee mniejszą, tak, aby doszło do tej, którą faktycznie chcemy dać za przedmiot
  4. TARGOWAĆ SIĘ ZAWSZE! :)

Przy niektórych ghatach na drzewach i budynkach rezydowały małpki. Chciałam zrobić jednej zdjęcie z przodu… podbiegła, wydarła się na mnie i pokazała mi swoje jakże okazałe i zapewne ostre ząbki! Chciała atakować!… Przez głowę przeszła mi myśl, że nie mam ochoty biegać po lekarzach i brać zastrzyki, także odwrót czym prędzej!! :)

Można też zauważyć i w sumie wcale nie trzeba się rozglądać… ‚porządek’ jaki panuje wokół.  Jak już wspominałam wszędzie śmietnik, pod oknami mieszkań również, a na chodniku zdechłe, wysuszone przez palące słońce zwierzęta. Nikt tego nie sprząta.

Wieczorkiem zeszłyśmy na dół do naszego guesthous’u na neta. Jak na złość 1 PC tylko działa, a nas jest dwie. Poszukiwanie neta rozpoczęte. Było już ciemno, więc właściciel hostelu wysłał z nami kucharza, który wyglądał na jakieś 16 lat, ale pewnie miał więcej. Szłyśmy za nim i starałyśmy się zapamiętać drogę powrotną… ale nie jest to łatwe, pełno tu małych wąskich uliczek. Najbliższy net – nieczynny. Kolejny, już duuużo dalej. Bierzemy z góry na 2h, żebym sobie mogła spokojnie napisać maile do rodziny, wrzucić kilka zdjęć w sieć i z Grzesiem porozmawiać. Tyle jest do powiedzenia! :) Zawsze, kiedy się człowiek na coś cieszy to los mu stara się w tym przeszkodzić. Tym razem to prąd w Indiach robił nam psikusy wyłączając się co chwilę na jakieś 10 min!, potem już 40min, czyli dla nas wieczność. Wnerwione poszłyśmy do hostelu. Młody kucharz przyszedł po nas, także trafiłyśmy :) Na dodatek nas coś pogryzło w tej ‘kafejce’. Poszłyśmy poirytowane spać o 21, ale… w nocy za to dostałam sms’em piękny wiersz Asnyka o miłości i tęsknocie… :)

Advertisements