Varanasi cz. 3/3

Leżę wsłuchując się w otoczenie… tylko szum wiatraka mi przeszkadza. Z balkonu widzę Ganges. Zamglony…, nie widać wschodu słońca, którego promienie wdzierają się przez balkon do pokoju… ślicznie :)

Dzisiejsze śniadanie: 3 ciasteczka zbożowe (jeszcze z Polski!) i łyk żołądkowej gorzkiej (także z Polski). Ha! To jest dopiero śniadanie! ^^

Nasze spakowane plecaki zostawiłyśmy na dole w recepcji i z jednym z pracowników (sam się zaoferował, żeby chronić nas przed naciągaczami, a tak na prawdę pewnie mu się po prostu nudziło :)) pojechałyśmy ‘human rikszą’ do świątyni małp!

Biedny rikszarz – 3 osoby wiózł… nie było lekko, ale dawał radę. Same chudzinki z tych rikszarzy.

Przy wejściu do świątyni musiałyśmy zostawić plecaki z całym dobytkiem. Nie można nic wnosić, a szczególnie aparatów. Małpy się denerwują i atakują ludzi – nie lubią jak się celuje w nie obiektywami i świeci fleszem po oczach. Jak ktoś coś ma do jedzenia to podbiegają i kradną, mogą ugryźć, także dla bezpieczeństwa trzeba wszystko zostawić. Głupie te małpeczki! Po samej świątyni trzeba chodzić bez butów, a brudno tam jak cholera! Dobrze, że akurat miałam skarpetki! Ten brud nie podziałałby na pewno zbyt korzystnie na moje obdarte pięty. Nasz koleś z hostelu pilnował naszych butów, bo ponoć małpy podbiegają i kradną jednego, a potem nie sposób go znaleźć.

Odwiedziłyśmy też świątynię Durgi – wojowniczej, niezwyciężonej w boju bogini hinduistycznej (jej imię oznacza ‘nieprzystępna’). Niby zdjęć nie można było robić, ale Hindusi robili, więc my też. No i dostałyśmy ustną reprymendę.

Ciekawym miejscem w Varanasi jest dzielnica muzułmańska, gdzie własnoręcznie tkają dywany, jedwabne szale, koce, narzuty, pościele itp.

Przekąska w południe: potato masala, czyli po prostu rozgnieciony ziemniak z sosem :)

Wróciłyśmy do hostelu wziąć prysznic i powędrowałyśmy na ghaty poszukać łódki, z której pooglądamy brzeg od strony Gangesu. W hostelu powiedzieli nam, że z łódki można robić zdjęcia ghatom. Znalazłyśmy w końcu jedną za 50Rs za ½ h (tylko w 1 stronę, czyli do ghatu Manikarnika).  W połowie trasy dzwoni szef chłopaka, który nas wiózł i każe mu już wracać! E… Chłopak ledwo co po angielsku mówił i dał mi telefon. Gość w słuchawce trajkotał coś, że nie rozumiałam, czy on mówi do mnie po hindusku czy po angielsku. Chodziło mu o to, że chłopak ma już wracać bo miało być ½ h,… no ale nie dopłynął jeszcze do wyznaczonego w słownej umowie miejsca! ‘Fuczył’ się tam coś i oddałam słuchawkę młodemu. Wytłumaczyłam mu, ze ma nas zawieźć do Manikarnika i już. Szef się chyba nie zgodził, ale młody nas zawiózł i tak. Do ustalonej ceny dołożyłyśmy kilka dodatkowych rupii, z podkreśleniem, że to tylko dla niego. Ucieszył się.

Już przy brzegu wlazł nam do łódki naciągacz i zaczął opowiadać tą samą bajkę, co ten drugi wczoraj. Powiedziałam, że my już wszystko wiemy, więc wyszedł. Tuż po wyjściu z łódki doczepił się inny. Mały, sięgał mi do ramion, strasznie upierdliwy. Darł się na nas z furią w oczach, że nie możemy robić zdjęć! Nie pomagało jak grzecznie tłumaczyłam, że myślałyśmy, że z łódki można, bo tak nam powiedziano w hostelu. Ciągle wrzeszczał i chodził za nami – ‘Do You wanna have a problem?!?!?’ krzyczał. Straszył nas policją, ciągle obrażał, naskakiwał,… zaczęłyśmy się już trochę obawiać. Starałam się z nim spokojnie rozmawiać… ale nie dało się. Furiat szalony! W końcu się wściekłam i mu powiedziałam, że dość tego… straszysz nas ciągle, więc to ja zawołam policję, nie ty! Wtedy się odczepił. Cały ten cyrk trwał jakieś 15 min.

Poszłyśmy sobie do knajpki na pycha herbatkę limonka+imbir+miód i zjadłyśmy conieco. Tym razem paneer w sosie curry – pycha!

Chciałyśmy złapać rikszę do hostelu po plecaki i potem tą rikszą na dworzec pojechać, ale chcieli 300Rs! Więc expresem nożnym przez ghaty z wywalonym jęzorkiem (ok. 25min) wróciłyśmy do Vishno. Tam spotkałyśmy parę z Polski. Fajnie tak słyszeć polski język od kogoś innego tutaj :)

Złapałyśmy moto rikszę za 100Rs i pirackim slalomem pomiędzy innymi wehikułami i krowami na ulicy pomknęliśmy na dworzec! To była jazda! Woow! Oni tutaj jeżdżą jak piraci, tak jak chcą, ale to było mistrzostwo! Co kilka sekund była okazja do kolizji. Aż cud, że dotarłyśmy całe!

Advertisements