Pałac, jedzonko i dzieciaki Phnom Penh

Rano polazłyśmy do pałacu, ale okazało się, że zamknięty z powodu odwiedzin osobistości z Chin (coś mamy pecha, jeśli chodzi o Pałac), więc poszłyśmy w stronę jeziora Boeng Kak. Jezioro to za kilka lat może zniknąć całkowicie. A dzieje się tak niewątpliwie przez rządzę pieniądza i chęci stworzenia w tym miejscu centrum dla turystów krajowych i zagranicznych. Oczywiście cierpią na tym najubożsi, którzy dostali nakaz przeniesienia a tym, którzy się nie poddali nierzadko niszczą domy, aby zmusić do przesiedlenia. Wokół jeziora mieszkają sami biedni ludzie, ale jednocześnie tacy weseli… dzieciaki niesamowite! Wołały za nami, uśmiechały się beztrosko, nie znając innego życia i marząc o lepszym ‘jutro’…

Cambodia (42)

Cambodia (43)

Cambodia (39)

Cambodia (32)

Jak khmerski boysband ;P Chcieli ze mną zdjęcie,.. to mają ;)

Cambodia (37)

Potem poszłyśmy w stronę mostu pojednania japońsko-khmerskiego, przed którym stał pomnik wybudowany przeciwko przemocy – wielki rewolwer z zawiązaną na supeł lufą. Takie rewolwery stoją w różnych miastach na świecie i są projektu szwedzkiego artysty Carla Fredrika Reuterswärd’a, który pierwowzór w 1980 roku stworzył jako protest po zabiciu jego przyjaciela John’a Lenon’a. Dlaczego taki pomnik stanął akurat w Phnom Penh? Tego chyba nie muszę tłumaczyć, przedostatni post wyjaśnia to całkowicie.

Cambodia (44)

Kolejny na naszej trasie znalazł się wielki targ, który zaowocował kupnem m.in. i chust (3szt za 4$).

Tłoczny, na którym  sanepid miałby sporo do roboty…ale kto tutaj słyszał o czymś takim jak sanepid? Haha,… mięcho rozłożone na starych gazetach + nogi właściciela kramiku na stół i sprzedajemy!, a co :)

Kupiłam też mandarynki i rozdałam biednym dzieciakom na ulicy. Tak bardzo się cieszyły :) Ciągle coś kupujemy do jedzenia i wcianmy! Co sprzedają na ulicy, Ania i Ola już kosztują, hehe Jednego nie mogę przeboleć,… że nie kupiłyśmy prażonych tarantulek, ah… a była okazja. W budkach na ulicy sprzedają takie słodkie galaretki, przepyszne!! Połowę swoich oddałam chłopczykowi, który do mnie podszedł. Od razu zjadł całe. Dawanie i radość w oczach obradowanego o wiele bardziej satysfakcjonuje niż branie.

Dopadła nas grupka dzieciaków, którym dałyśmy smycze, długopisy i ołówki. Robiłyśmy im zdjęcia, a one oczywiście chciały oglądać je potem w aparacie. Przesympatyczne dzieci. :)

Cambodia (35)

Cambodia (36)

Cambodia (30)

Cambodia (27)

Cambodia (24)

Cambodia (28)

Cambodia (40)

Cambodia (41)

Cambodia (46)

Na 14:30 pojechałyśmy tuk tukiem do Pałacu. Po południu był otwarty, w końcu. Wejściówka nas zaskoczyła totalnie! – 6$. Sporo sobie liczą jak na taki niewielki pałacyk. Zbudowano go w 1870 r za sprawą ówczesnego króla Norodoma I. Ładny, ale nie nadzwyczajny w porównaniu z innymi azjatyckimi świątyniami. W trakcie zwiedzania złapała nas ulewa, więc schroniłyśmy się w jednej z świątyń wewnątrz kompleksu.  Jako ciekawostka – wg kultury buddyjskiej nie można siedzieć ze stopami zwróconymi w kierunku Buddy, a przy wejściu do świątyń oczywiście należy zdjąć obuwie. Nie można też dotykać głów buddystów, ponieważ jest ona uznawana za najświętszą część ciała.

Cambodia (29)

Cambodia (34)

Cambodia (33)

Cambodia (23)

Cambodia (45)

Wracałyśmy o zmroku deptakiem przy rzece i obserwowałyśmy grę młodych chłopców w piłkę nożną… na boso. Z klapek zrobili sobie bramki. Piłka 2x mniejsza niż zwykła. Niektórzy się popisywali i robili w międzyczasie pompki na piąstkach i jednej nodze, albo na kciukach, hehe… zabawne ;)

Posiedziałyśmy sobie trochę wcinając świeże mango, żegnając się z tym cudnym miastem i jego mieszkańcami.  Co chwilę podchodziły dzieciaki, które sprzedawały wodę i inne rzeczy – muszą już pracować, aby zarobić sobie na szkołę i jedzenie. Kupiłyśmy woreczek orzeszków ziemnych, świeżuteńkich! Smakują całkiem inaczej niż te, które my znamy w Europie :)

Cambodia (20)

Kolejnego dnia o 9:30 wyruszamy dalej, do Pursat. W autobusie włączyli nam azjatycki kabaret! Wszyscy się śmiali, więc pewnie był dobry ;D

Żal opuszczać stolicę…ale takie uczucie towarzyszy nam za każdym razem jak wyjeżdżamy skądś. Już wiemy z doświadczenia, że dalej może być tylko lepiej. :)

Advertisements