PEKIN : pierwszy dzień w nowym świecie

Chiny – moja pierwsza samodzielnie przygotowana tak daleka podróż z plecakiem. Mój chrzest podróżniczy, gdzie złapałam bakcyla, który pcha mnie w coraz to nowe zakątki naszej pięknej planety.

Wylot Aeroflotem z Warszawy i przesiadka w Moskwie na lotnisku Sheremetyevo (trzeci świat!). W górze miałam ochotę wyskoczyć za okno i wytarzać się w takiej puszystej chmurce ;) Gdyby tylko się dało ;) Jak można nie lubić latać… cudowne uczucie i piękne widoki. Same chmury są już godnym obiektem do podziwiania :).

Po przylocie do Pekinu czułam się jakbym była w którymś z wielkich europejskich miast, tylko ludzie skośnoocy i za grosz umiejętności posługiwania się jakimkolwiek językiem, oprócz chińskiego oczywiście :) A i jeszcze ten wszech otaczający nas smog, oczy szczypały mnie 3 dni.

Tip: Nie warto wymieniać całości pieniędzy od razu na lotnisku, będzie okazja później i nie będziecie musieli jak ja nosić tylu banknotów przy sobie. Największy nominał 100 RMB. Gumki recepturki spisały tutaj się na medal. Ale to był pierwszy raz w nieznanym, więc no… :)

0021_lot_do_Moskwy

0060_Pekin

0079_Pekin

Tym samochodem jeździł ponoć sam Mao!

Przed lotniskiem stała już Kelly (dziewczyna z „9 Dragons Hostel”, w którym nocowałam) z karteczką i napisem Anna Wnuk. Gadatliwa i trochę pokemonowata Chinka, przez całą drogę (a trochę jest km z lotniska do centrum) wypytywała o dziury w brzuchu, strasznie podekscytowana, że ma białych na ‘pokładzie’ busa. Była wręcz pewna, że aparat Nikona wyprodukowano w Chinach i jakie było jej zdziwienie, jak się okazało, że jednak w Tajlandii :)

Zmiana czasu i tak długa podróż bardzo wykańcza organizm, przynajmniej mój i co najmniej 1 dzień chodzę ‘do tyłu’. Ale ciekawość nowego świata wygrała, zamiast spać – tournée po okolicy.

Chiński bar – zero turystów i oczywiście jak już wspomniałam NO English!

0273_Pekin

To jak? Już wiecie co zamówić? ;)

Tak się ‘dogadaliśmy’, że przyniesiono nam po 2 dania! Jedno – makaron w zupie z wołowina (obrzydlistwo –jakieś móżdżki tam pływały) – nawet tego nie ruszyłam. A drugie danie to miska ryżu i talerz z pieczoną wątróbka i chili. Mięso niezjadliwe. Tak więc pozostał sam ryż! :) (Tak patrzę na siebie teraz z przed tych kilku lat i muszę stwierdzić, że cienias wtedy był ze mnie kulinarny. Teraz bym to pewnie zjadła, no może oprócz wątróbki, bo jej zdzierżyć nie mogę, blee). W ogóle tak na marginesie, nie wiem jak Wy, ale ja już tak mam, że podczas podróży jestem odważniejsza, jeśli chodzi o dziwne jedzonko, niż wtedy, kiedy jestem w Polsce.

Padł pomysł, żeby odwiedzić miasteczko olimpijskie (akurat odbywała się ParaOlimpiada w Pekinie). Do metra drogę wskazał nam młody Chińczyk, za którym podążaliśmy środkiem mega ruchliwej ulicy! Metro 2Y/1os, czyli ok. 1zł, tanioszka. Niestety po dojechaniu prawie pod stadion okazało się, że dalej bez biletu na ParaOlimpiadę ani rusz i plan legł w gruzach.

Następnego dnia podstawowy obiekt w Pekinie – Zakazane Miasto (60Y) i Plac Tian’anmen (Niebiańskiego Spokoju). Plac powstał w 1417 roku, a do historii przeszedł jako miejsce, gdzie krwawo stłumiono w 1989 roku manifestacje studentów domagających się demokracji w Chinach. Wojsko wjechało na plac czołgami. Zginęły setki osób.

Na Placu biały człowiek to ogromna atrakcja! Co chwile ktoś podchodził i robił sobie z nami zdjęcia, starzy, młodzi, całe rodzinki…wszyscy :) Mnóstwo policji, zresztą tak jak i w całych Chinach.

Tym razem się nie zawiodłam, jeśli chodzi o ogrom i piękno placu (AlexanderPlatz w Berlinie też miał być ogromny i ładny… na mnie nie zrobił wrażenia)  – na prawdę duży i ładny! A przede wszystkim masę ludzi!

0067_Pekin_metro

0082_Pekin

Metro w Pekinie. Całkiem całkiem, prawda?

0091_Pekin_plac_Tiananmen

Plac Tian’anmen. W oddali portret Mao Zedong, na wejściu do Zakazanego Pałacu.

0096_Pekin_plac_Tiananmen

Pikachu na warcie ;)

Prawie cały dzień trzeba przeznaczyć na otoczone murem obronnym i fosą Zakazane Miasto (960m x 760m), żeby na spokojnie pochodzić sobie wewnątrz tego wyjątkowego obiektu, posiedzieć i porozmyślać w cesarskim ogrodzie. Wybudowane na początku XV wieku za czasów panowania dynastii Ming było rezydencją cesarzy, aż do 1924 roku.

A! Kiczowaty zegarek z machającym ręką Mao to sztandarowa pamiątka z Chin! Też się oczywiście skusiłam tuż przed wejściem do ZM :) Oczywiście – targować się i jeszcze raz targować,… można zjeść nawet ze 120Y na 20Y!

Koniec dnia to przejażdżka rikszą po hutongach. Rikszamen/przewodnik był bardzo wesoły i zabawny ;) Starał się swoją mikronową znajomością języka angielskiego opowiedzieć co nieco o hutongach – z jakiej dynastii są mury, kto mieszka/ł w danych hutongach (na bramach były gwiazdki, jak dobrze zapamiętałam 4* to ‘mieszkanko’ wysokiej rangi oficera). Kiedyś w hutongach mieszkali bogaci ludzie (jedna rodzina w 1 hutongu), teraz jest tam mnóstwo biedaków (nawet 50 ludzi w 1 hutongu – wg danych naszego guide’a) Na nasze to po prostu slumsy. Jest bardzo wąsko – alejki między hutongami mają w najszerszym punkcie może z 3m, podłoże nierówne i ‘rikszaman’ musiał często schodzić i pchać swój pojazd. Ciekawe jest to, że bród, walące się budynki, pranie na kablach…a obok tego markowe samochody. Hm? Zastanawiające…, także nie wiadomo jak tam jest na prawdę?! Z tego, co powiedział nam jeden z zaprzyjaźnionych Chińczyków – oni po prostu lubią tak mieszkać, to jest ich wybór, no cóż…. co kraj to obyczaj :)

0122_Pekin_Zakazane_Miasto

0156_Pekin_Zakazane_Miasto

0147_Pekin_Zakazane_Miasto

0142_Pekin_Zakazane_Miasto

Do rozstrzelania kolejno odlicz!

0182_Pekin_Zakazane_Miasto

0229_Pekin_Zakazane_Miasto

0515_Pekin_Zakazane_Miasto kopia

0258_Pekin_Hutongi

Hutongi…

0260_Pekin_Hutongi

Tyle tych kabli, trzeba wykorzystać :)

0275_Pekin

Hutongi są systematycznie wyburzane przez państwo chińskie. Za kilka lat będą tylko historią.

0266_Pekin_Hutongi

Już dobrze po 20tej, w drodze powrotnej na jednym z placów przyulicznych starsi ludzie tańczyli sobie w takty chińskich muzyczek – wszyscy równiuteńko :), a było ich co najmniej 50-ciu. Rewelacja! U nas nie miałoby takie zdarzenie prawa bytu, a szkoda… tam ludzie są całkiem inni – bardziej otwarci, pomocni, radośniejsi, mają więcej energii i się nie wstydzą!

Reklamy