Drugi dzień w Bangkoku

Spałyśmy do 12 i nadal jesteśmy śpiące, ruchy spowolnione, nigdzie się nam nie spieszy… temperatura zabija!

Kiedy udało nam się w końcu wygrzebać z hostelu, zjadłyśmy pad thai. Tym razem posypałam je sobie suszonymi krewetkam i teraz te małe suszone oczka spoglądają na mnie z pomiędzy patyczków. Pycha!

Powędrowałyśmy do Wielkiego Pałacu. Mały spacer i już całe mokre… nie chce się w takim upale nawet ręką ruszać, bo człowiek nie ma siły, a co dopiero gdzieś chodzić. Uwielbiam ciepełko, ale to to już przesada.

Jakieś 200m przed wejściem głównym zaczepił nas strażnik i mówi, że dziś Pałac był do 13 otwarty, teraz jest zamknięte i lepiej sobie popłynąć łodzią po kanale za notabene 700bat/os!! Chyba zwariował! Oczywiście mnóstwo tuk-tuków nas zaczepiało po drodze próbując wepchnąć nam tą wycieczkę proponując coraz to niższe ceny. Nie skorzystałyśmy z ‘okazji’ i poszłyśmy dalej. Wielki Pałac był otwarty do 16tej. Wstęp 350b (zawiera też wstęp do Wat Phra Kaeo, muzeum, pałacu Vimanmek). Widać wszyscy tutaj współpracują przeciw turystom, tak, aby tylko zarobić… nawet strażnicy! Musiałyśmy z Olką wypożyczyć długie chusty, jako spódnice, ponieważ nasze wdzianka były za krótkie, a trzeba mieć zakryte kolana i ramiona.

Wielki Pałac, zajmuje obszar 218 tys. m², a wybudowany został w 1782r przez króla Ramę I.  Wielopoziomowe złocone dachy, labirynty ścieżek, dużo zieleni, kompleks świątynny (Wat Phra Kaeo), mnóstwo figurek i przepięknych zdobień … jest to bez wątpienia świadectwo potęgi dawnych monarchów i warto poświęcić na jego poznanie więcej czasu.

Tajlandia_Bangkok501

Tajlandia_Bangkok138

Tajlandia_Bangkok152

Tajlandia_Bangkok140

Tajlandia_Bangkok123

Tajlandia_Bangkok108

Tajlandia_Bangkok107

Tajlandia_Bangkok103

Po zwiedzaniu Pałacu poszłyśmy sobie na przystań nad rzekę Menam po drodze mijając targ z różnymi owocami i jedzeniem. Kupiłyśmy sobie langsaty (0.5kg za 20bat) – podobne do liczi, ale bez pestki w środku. Słodkie i lepkie. Kupiłam też kokosa… świeżutki! Dostałyśmy do niego 2 rurki i mega spragnione szybko wypiłyśmy zimą kokosową wodę ze środka, a później w hostelu wyskrobałyśmy mięciuteńki, galaretowaty miąższ :).

Na przystani było bardzo przyjemnie, ale też bardzo głośno. Posiedziałyśmy sobie tam troszkę rozkoszując się smakiem nowych owoców i obserwując tubylców.

Jedyne, co do tej pory mi się nie podoba, to to, że o 18tej jest już ciemno, a większość obiektów jest otwarta do 16tej.

Na targu kupiłyśmy sobie tradycyjne tajskie lody za 10b. – smaki, np. fasolowy, ziemniaczany, kukurydziany :) My wzięłyśmy sobie kokosowe. Jestem w kokosowym raju, heh :)

Na ulicy prowadzącej do Pałacu, ludzie porozkładali kocyki i sprzedawali swoje stare rupiecie – taki pchli targ!. Po chodniku gdzieniegdzie biegały wypasione szczurki :) heh, chciałam jednego sfotografować, ale szybkie są, skubane… chowały się po krzakach. Takie milusie, kizi mizi… :P

Tajlandia_Bangkok180

Tajlandia_Bangkok183

Tajlandia_Bangkok193

Tajlandia_Bangkok185

Tajlandia_Bangkok170

Tajlandia_Bangkok188

Tajlandia_Bangkok187

Tajlandia_Bangkok097

Tajlandia_Bangkok192

Bardzo zmęczone i z racji jutrzejszego wyjazdu do Kanchanaburi planowałyśmy się wcześnie położyć, ale nic z tego nie wyszło. Jest tyle do zobaczenia, że szkoda czasu marnować na spanie ;)

Pochodziłyśmy po Khaosan Road, wstąpiłyśmy na shake kokosowego (40b) ß później zneutralizowałyśmy go (lód zapewne z kranówki) whiskey z colą,  a po jakimś czasie piwem (45b) A na koniec dnia pieczona kukurydza z masłem i solą… mniam (20b) ;) 1:30 – idziemy spać… rano 6am pobudka!

Reklamy