Khajuraho, gdzie Kamasutrą powiało

Do miasteczka dotarłyśmy pociągniem z Varanasi ok. 7 rano i pierwsza nasza myśl – „chyba wyjechałyśmy poza Indie!” Jak tu ładnie i czysto, zadbane trawniki, śmieci brak… Ślicznie!

Tylko kierowcy tuk tuk uświadamiali nas, że nadal jesteśmy w Indiach. Byli bardzo nachalni. Nie dało się ich odgonić, wszędzie chodzili za nami. Podeszłyśmy do budki informacyjnej. Niestety zamkniętej. Stojący obok niej bardzo wysoki, chudy jak patyk, ok. 40 letni ‘tuktuk men’, nieśmiało z pochyloną niemal głową zapytał, dokąd chcemy jechać – i już wiedziałyśmy, że to kierowca w sam raz dla nas!  Dworzec jest ok. 8km od miasteczka, także dość daleko. Zabrał nas do Shianti Hotel i tam już zostałyśmy. Lokalizacja perfekcyjna, prawie przy gł. świątyni, w centrum. Pokój i łazienka b.ładne, jeśli porównać z tymi, w których mieszkałyśmy do tej pory. Można by rzec – królewskie warunki, hehe

Khajuraho słynie ze średniowiecznych świątyń bogato pokrytych rzeźbami o charakterze erotycznym. Świątynie, których zostało dziś zaledwie 22 (z ok. 100) należą do Światowego Dziedzictwa UNESCO.

O 9 rozpoczęłyśmy już tournée po kompleksie świątyń kamasutry (są rozrzucone na sporym terenie) z naszym kierowcą Babulalem, bo tak się nazywał. :) Wynajęłyśmy go sobie na pół dnia.

Wszystkie świątynie generalnie bardzo do siebie podobne, ale nadzwyczaj ładne. Na rzeźbach uwiecznione są akty par, ponętne tancerki, wąsaci mężczyźni, motywy zwierzęce, bóstwa itp. Przed wejściem do środka naturalnie należy zdjąć buty, a w jednej musiałam też zdjąć skarpetki. Wokół niektórych, co ważniejszych i lepiej zachowanych, trawka pięknie zielona jak dywanik prościutka, nawadniana 24/7, śliczne kwiatuszki… jak na Indie, wow … szczęka nam opadła. Z systemu nawadniającego skorzystałyśmy i my, w takich tropikach kilka kropel zimnej wody na ciele to prawdziwe orzeźwienie. :)

Khajuraho_Panorama1

DSC_5657

DSC_5655

DSC_5594

DSC_5597

DSC_5789

DSC_5646

Takie obrazy również znajdują się na ścianach niektórych świątyń ;)

DSC_5583

Nasz kierowca prawie nic nie mówił, jak nie pytałyśmy, co jest tutaj raczej niespotykane, a my byłyśmy zadowolone, bo zazwyczaj zarzucają i męczą nas milionem pytań ;) Zaprosił nas na chai do swojego domu. Babulal ma 3 córki, a rodzeństwa chyba z 9, jak dobrze zapamiętałam. Przywitałyśmy się z jego 2 córkami, jego bratową i jej 5miesięcznym bobasem. Olcia się ciągle z nim bawiła :) Żona Babulala pracuje poza miasteczkiem. Usiadłyśmy w pokoju i dostałyśmy pyszny chai, a Babulal włączył dvd z pokazem tradycyjnych indyjskich tańców, w których również brał udział, bo jak się okazało jest również tancerzem.

Zaprosił nas na pokaz wieczorem, a my postanowiłyśmy skorzystać z zaproszenia.

Jak różna jest ich mentalność od naszej…  Kiedy bobas się posiusiał, leżał tak sobie na łóżku w mokrych spodenkach (bez pieluch). Plama na łóżku ogromna… ale co tam, przecież zaraz wyschnie :) W dodatku takiego mokrego na kolana sadzali i tym samym sami byli obsiusiani. No niby i wyschnie szybko, ale smrodek przecież zostaje :) Brudaski :)

Dziko pragnęłyśmy już wejść pod zimną wodę i się schłodzić. Na dworze 43C, pełne słońce, bez jednej chmurki. Wiaterek… ale nie taki dający ulgę, tutaj wiaterek jest jak ciepłe powietrze z suszarki. W łazience otwieramy kurek z wodą… a tam ciepła woda! Ale jedno chłodzi wyśmienicie – lassi kokosowo-lemonkowe…  pyszne, no i zimne!

Khajuraho_Panorama2

DSC_5707

Kolorowe stare miasto i znudzona krowa.

DSC_5715

DSC_5616

W domu Babulala. Z prawej jego 2 córki, a z lewej bratowa i jej dzieciaczek :)

DSC_5625

Olcia w swoim żywiole ;P

DSC_5631

Babulal włącza nam dvd z pokazem tańców tradycyjnych, z jego udziałem.

Główna świątynia Kamasutry mieści się ok. 200m od naszego hotelu. Wstęp 250Rs dla zagranicznych odwiedzających, a co najśmieszniejsze, musiałyśmy dać wyliczoną sumę, bo inaczej nam nie chciał wredniak w kasie sprzedać biletu, no co za maniery! Dla zainteresowanych, najwięcej zboczonych rzeźb jest właśnie w tej świątyni. Tyle się ich naoglądałyśmy, że potem nawet drzewa wydawały się nam perwersyjne, widziałyśmy w ich pniach poskręcane ciała :) haha, to ten upał!

Gdyby kogoś w Polsce wsadzić na 3h do sauny, potem na trochę do solarium i jeszcze by trochę pobiegał, następnie oglądałby takie rzeźby … miałby tak samo jak my ;)

Wokół po trawie biegały sweetaśne Ciciatki ;) – szare wiewióry z ciemnymi pręgami na grzbiecie i włochatą kitką! Mogłabym na nie patrzeć godzinami :)

DSC_5835

DSC_5742

DSC_5689

DSC_5902

Ciciatek na posterunku ^^

DSC_5667

DSC_5847

DSC_5750

DSC_5867

Wieczorkiem przyjechał po nas na rowerze młodszy, ok. 15letni braciszek Babulala – Dave. Umówiłyśmy się wcześniej z Babulalem, że przyjdzie po nas w drodze na pokaz – on też jest artystą. Szedł obok nas przez miasto, dumny, że idzie z dwoma białymi, heh.^^ Wszyscy spoglądali, a on aż promieniał i szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy :) Przy wejściu do budynku, gdzie odbywały się tańce, dałyśmy mu pieniądze na bilety i kupił nam je ze zniżką 100Rs.

Tańce można rzec, zupełnie inne od tego, co nazywamy u nas tańcem :) Bardzo ciekawe i na pewno warte zobaczenia na żywo. Młodzieniaszek cały występ uśmiechał się do nas ze sceny i pokazywał nas kolegom, hihi W ogóle to dostałyśmy najlepsze miejsca! Sam środek pierwszego rzędu :) Jak przyszłyśmy to tylko te miejsca czekały na nas w 1 rzędzie, obok wszędzie siedzieli ludzie. Pewnie wcześniej Babulal je zarezerwował dla nas :)

Ok. 20ej po męczącym, ale i ekscytującym dniu, padłyśmy w nasze hotelowe pościele i zasnęłyśmy w migu oka.

DSC_5960

Nie, to wcale nie jest dziewczyna ;) Choć trzeba przyznać ruchy miał(a) bardzo kobiece ;)

DSC_5945

DSC_5939

Na szczycie Dave, młodszy brat Babulala.

DSC_5951

Advertisements