Pociągowa „AgroWiedźma”

Sauna, sauna, sauna…

Jesteśmy mokre, chce nam się pić i spać…

Chodzimy co chwilę moczyć nasze opaski na głowę, ale co z tego jak woda w kranie w pociągu ciepła.

Nasza w butelkach do picia też…

Są wiatraki, ale co z tego jak powiew powietrza gorący. Soczewki na oczach mi wysychają.

Czuję się, jakbym siedziała w piecu.

Od 8:55 mkniemy w metalowej puszce do Agry, żeby zobaczyć na własne oczy cudo stworzone z miłości – Taj Mahal.

Na śniadanie miałyśmy dziś po jednym ciastku i połowie snikersa (jeszcze z Polski), plus kilka orzeszków. Nie ma czasu nawet na jedzenie. Kupiłyśmy pomarańcze i mandarynki, ale rozdałyśmy je biednym i kalekim dzieciom chodzącym po pociągu na stacjach.

Marzę teraz o wannie z lodem…

Wszyscy się na nas gapią i zaglądają nam do zeszytu, jakbyśmy były wymarłym gatunkiem jakiegoś egzotycznego zwierzęcia, …ale to już normalka.  Obok dwaj goście kłócą się zawzięcie, nie wiadomo o co, ale jeden z nich ma tak terkoczący i wkurzający głos, że sama robię się nerwowa przez niego.

Powietrza!! Lodu!! Ja chce zimę!! Choć jej  nienawidzę, wolę teraz ją niż smażyć się na patelni, zwanej India.

10-15 min później…

Nagle zrobiło się ciemno i zimno. Nawet założyłam długi rękaw, bo zmarzłam. Temperatura spadła gwałtownie o kilkadziesiąt stopni. Wooow!… Grad leci! Nie mogę uwierzyć ;) Ola już planuje powrót do Varanasi i mnie chce na stosie palić, jak jej pokazałam co niedawno napisałam w moim notatniku (że chcę zimę) ;P Hindusi uchachani – wystawiają kubki na zewnątrz, żeby złapać trochę gradu :) No to teraz można jechać dalej.  Chyba jestem czarownicą! ;)

Od razu w pociągu zrobiło się też wesoło, ludzie dookoła odżyli. Obecność padającego gradu wzmogła w podróżujących wytwarzanie wewnętrznej morfiny, czyli endorfin szczęścia ;) Starsze, przesympatyczne małżeństwo, siedzące z nami w przedziale poczęstowało nas ‘kakari’ – długimi, chudymi ogórkami. Nawet na gazetę dostałyśmy pieprz i sól do maczania :)

Teraz tematem głównym jest Polska. „Gdzie to w ogóle jest i czy język polski jest częścią angielskiego?” „Co jemy i czy rośnie u nas zboże, czy je importujemy?” Pada mnóstwo różnych pytań. Przy pomocy mapki do zmiany czasu w telefonie pokazałam gdzie leży ta nasza Polska.

Dziadek, który jest urzędnikiem pochwalił się, że w latach 60tych indyjski premier był w Polsce i zakupił od Polaków technologię budowy traktorów. No proszę! Nie wiedziałyśmy. Czego to się można w Indiach dowiedzieć :)

Na koniec podróży znów upał i duchota, a było tak miło :)

Pociąg do Agry

W pociągu do Agry

Advertisements