Noc na lotnisku

Z Bangkoku, żeby zaoszczędzić na czasie poleciałyśmy samolotem do Hanoi. Najpierw jednak noc na lotnisku, bo po co płacić za pokój jak się ma wylot rano o 6:45 i trzeba być odpowiednio SAM_0870_mwcześniej. Także od 23 do rana koczowałyśmy na Suvarnabhumi. W takich warunkach można poznać wielu ciekawych ludzi. Np. taki Francuz, z wyglądu trochę jak kloszard, spodnie wiszące, brudne, obdarta bluzka, łysa głowa i bródka na jakieś 10 cm! Miesiąc mieszkał w Indiach… widać ;) teraz zwiedzał miesiąc Tajlandię i Kambodżę, gdzie go okradziono (kasa i karta). Po takich przejściach jednak nadal miała zaufanie do obcych i zostawił nam swój cały bagaż i poszedł do łazienki. Widać dobrze nam z oczu patrzy. Wrócił i poszedł dalej.  Szkot, 10 miesięcy podróżował po Nowej Zelandii, Tajlandii, Wietnamie, Laosie i Kambodży. Udzielił nam kilku cennych wskazówek, jeśli chodzi o Hanoi.SAM_0843_m

Trójka Australijczyków – Anne, James i Troy, spali po sąsiedzku na ławeczkach obok nas, więc się zaprzyjaźniliśmy i przegadaliśmy pół nocy. W pewnym momencie na lotnisku zrobiło się głośno i obok nas holem przebiegło stado rozkrzyczanych nastolatek! Pierwsza myśl – Lady Gaga przyleciała! ;) Z Anne zaciekawione podążyłyśmy za nimi i wbiłyśmy się w tłum skandujących imię swojego bożyszcza młodych Tajek. Oczywiście bez zdjęć i transparentów się nie obyło, stąd chociaż wiemy, że ich idol to jakiś koreański piosenkarz. Dziewczęta piszczały wniebogłosy  skakały, robiły zdjęcia, choć tak naprawdę za szybą niewiele go było widać ;) Okazało się, że pradziadek Jamesa był Polakiem i koniecznie chciał nauczyć się kilku polskich słów, które skrzętnie notował, a my miałyśmy ubaw z tego jak je wymawiał :)

SAM_0848_m

SAM_0851_mOlcia zasnęła, a nad ranem, kiedy ją połaskotałam po stopach jej reakcja była na zasadzie „gdzie ja jestem!? Boże!!”

Pożegnałyśmy się z Australijczykami i czas się odprawić! Stoimy i stoimy, a w miejscu gdzie powinna być nasza odprawa, wg tablic informacyjnych, numeru naszego lotu ani widu ani słychu. Może odwołali, kto wie, to przecież Azja ;) W końcu poszłam popytać i okazało się, że odprawa będzie w innym miejscu. Dobrze, że ktoś nam o tym powiedział. Ciut zestresowane, że nie zdążymy przeszłyśmy w końcu odprawę i przed nami lot do Hanoi i zwiedzanie po nieprzespanej nocy, bo przecież nie będziemy marnowały czasu za dnia na spanie ;) Ciekawostka: na telewizorach na lotnisku, obok broni, noży i innych niebezpiecznych rzeczy, z zakazem wnoszenia na pokład, widnieje… Durian. Mega śmierdzący owoc! :) Jadłyśmy,… faktycznie można go uznać za zagrożenie nr 1, hehe ;P Nasze brzuchy już dobitnie dawały nam znać o swoim niezadowoleniu, a w naszych głowach jedna myśl… ciekawe co dadzą do jedzenia na pokładzie samolotu Air Asia ;)SAM_0861_mSAM_0864_m

Reklamy