Przygoda na Ha Long Bay

Rano recepcjonista (inny niż ten, o którym pisałam w poprzednim poście) zrobił nam śniadanko – 3 tosty, dżem, jajko sadzone i herbatę Lipton! Do tego włączył nam muzyczkę instrumentalną, bo jak stwierdził, lepiej się wtedy je i trawi ;)

Najedzone, no to w drogę! Jedziemy busem z kilkorgiem ludzi z różnych zakątków świata. Obok mnie siedzi matka z małym chłopcem. Są chyba z Chin. Śliczniutki maluch z dużymi oczkami ciągle się nam przygląda.

Wietnam_Hanoi571

No tak, nie wyglądamy jak wszyscy wokół.

Nasz guide po Halong Bay ma na imię Chung. Przesympatyczny chłopak. Dyskutuje ostro z kierowcą, który widać, że ma jakiś problem. Przystanek na stacji benzynowej i dalsze nerwowe dyskusje przez telefon. Nie dowiedziałyśmy się o co chodzi ale na myśl od razu przyszła wczorajsza historia kilku turystów, których oszukano w jednym z biur w Hanoi. Poszli domagać się swoich praw. Ciekawe czy coś wywalczyli?

Kierowca włącza wersje instrumentalne światowych hitów – teraz leci George Michael. Oni chyba tutaj wszyscy mają bzika na punkcie muzyki instrumentalnej. Mnie to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie ;)

Ruszyliśmy dalej. Po chwili nasze nozdrza zostały zbombardowane niesamowitym smrodem. Nie dało się wytrzymać. Jak ktoś nie wymiotuje to robi w spodnie. Tym razem mały, który siedział obok.

Kierowca nie chciał się zatrzymać. Sam sobie cwaniak otworzył okno, a my już odpływaliśmy ze zwiędniętymi nosami. Po 30 min się zlitował, i nasz dzielny guide pobiegł wyrzucić bombę do śmieci. A już myślałam, że kierowca wyrzuci pampersa po prostu przez okno, jak to tutaj mają w zwyczaju :) Nie zdziwiłabym się, ale widać ten ma ciut więcej kultury.

Wietnam_Hanoi558Kierowcy tutaj to piraci i kamikadze! Co chwilę jechaliśmy na czołowe zderzenie z ciężarówkami. Z prawej ciężarówka, na nas też jedzie jedna a on po skosie pomiędzy slalomem. U nas za taką jazdę zabraliby mi chyba dożywotnio prawo jazdy. Kierunkowskazów nie używają, znaków drogowych nie przestrzegają, pasów dla pieszych nie uznają, wyprzedzają z prawej strony… normalka.

Czy ja pisałam, że ta muzyczka instrumentalna jest po mojej myśli? Wycofuję się!… Po słuchaniu przez 4h w kółko Careless Whisper, Sound of silence, I just call to say I love U – znienawidziłam te utworzy już chyba na wieki. Już mamy tego dość! Marzymy tylko, żeby jak najszybciej wysiąść z tego busa i opuścić kierowcę dręczyciela. Oczy nas pieką i gardło boli od tego pyłu, który się wszędzie unosi. Maseczki na twarzy, które nosi tutaj większość mieszkańców to nie taki zły pomysł. Same też się zaopatrzyłyśmy!

W końcu po ok. 4h jesteśmy na miejscu. Chung siedzi na nami na ławce i czekamy na jakąś grupę, która ma do nas dwóch dołączyć i płynąć tym samym statkiem. Obok mnie usiadło dwóch policjantów, mają w rękach paszporty turystów i się nabijają ze zdjęć! No pięknie ;D Zaglądają mi w zeszyt z zaciekawieniem i pewnie się zastanawiają skąd jesteśmy. Po chwili jeden z nich zaczyna coś śpiewać po wietnamsku :)

Kiedy już w końcu udało nam się dotrzeć na łódź i wyruszyliśmy w rejs po zatoce Ha long, pogoda nie była zbytnio łaskawa, bo widoczność kiepska (mgła), ale to też ma swój urok :) Zatoka zajmuje powierzchnię 1500 km², a na jej ‘terenie’ znajduje się ok. 1900 skalistych wysp i wysepek. W większości wystające znad powierzchni wody wapienne słupy. W 1994 UNESCO umieściło ją na swojej Liście Światowego Dziedzictwa.

Wietnam_HalongBay586

Wietnam_HalongBay610

Wietnam_HalongBay597

SAM_1090

Generalnie dzień pełen emocji! Zatoka przecudna! Polecam gorąco! Emocje dosięgnęły zenitu, kiedy płynąc kajakiem o mało nie zderzyłyśmy się ze statkiem, który wyłonił się nagle zza góry! My, ‘kajakowe amatorki’ vs statek. Trąbił na nas, przecież sam się nie zatrzyma, nie zdąży. Serce nam zamarło na moment, był 100m od nas a my nie wiedziałyśmy, co robić. W ostatnim momencie udało nam się odbić … a już miałyśmy niezbyt ciekawe wizje na zakończenie dnia. Cała ta sytuacja podniosła nam poziom adrenaliny chyba maksymalnie, a humor nas nie opuszczał nawet przez chwilę :)

SAM_1039Kajakami tylko my pływałyśmy, a cały statek na nas czekał :) Nie potrafię wyrazić słowami mojego zachwytu tym miejscem. Wywarło na nas ogromne wrażenie, pewnie też ze względu na dodatkowy strzał endorfin!

Naszego przewodnika Chunga miałyśmy niemal na wyłączność. Dzieliłyśmy go tylko z parą – Rosjanin (emeryt) i Tajka (ok. 35lat).

Nie była to jednak para w stylu tych z ‘seks-turystyki’. Nicholas i Trishia mieszkają już razem w Malezji od 5lat. I ten kraj był właśnie tematem numer jeden w podróży powrotnej do Hanoi. Dostałyśmy nawet zaproszenie!

Bardzo dużo podróżują, byli tez w Polsce i zachwycają się pierogami! ;)

Po powrocie do skuterowej dżungli Chung oprowadził nas po okolicy opowiadając przy tym historię jeziora i świątyni, do której prowadzi czerwony most w centrum starego Hanoi.

Wietnam_Hanoi659

Powiedział, że rzadko się zdarzają tutaj takie pozytywnie zakręcone podróżniczki jak my, i bardzo się cieszy, że nas poznał, co nie ukrywam było budujące. To Hanoi nie jest takie złe, jest tutaj wielu miłych i pomocnych ludzi, takich jak Chung czy Binh, ….., którzy nie są jeszcze bestiami biznesu turystycznego, tylko oddają całe swoje serce w to, co robią :)

Reklamy