Pingyao, pociągiem z Pekinu

Dworzec Zachodni w Pekinie jest cudny od zewnątrz, a od wewnątrz nowoczesny i wszystko jest super zorganizowane tak, że nie można źle trafić. Porównałam krzaczki na tablicy ogłoszeń z tymi na bilecie i już, voila! :) Wielkie poczekalnie z ogromem ludzi! Nikt nie szwęda się po peronach, każdy kurs ma swoja poczekalnię a na peron można wejść dopiero jak podjedzie pociąg. Wagon i miejsca znaleźliśmy bez problemu. Bez biletu na peron nie wpuszczą. Przed wejściem do pociągu ponowne sprawdzenie biletu, a w środku bilety zabierają i dają zastępcze plastikowe karty. To teraz tylko wytrzymać 12h na hard seat’ach z tłumem kłębiących się i głośnych Chińczyków wokół.

0545_Pekin_dworzec_kolejowy_m

Dworzec Zachodni w Pekinie

0552_Pekin_dworzec_kolejowy._m

Poczekalnia na dany kurs wewnątrz Dworca Zachodniego w Pekinie. Później było o wiele ciaśniej!

Po 10 min, od kiedy pociąg ruszył, podeszła do mnie 17 letnia Chinka Xia Yu i rozmawiałyśmy z 4h! Nie chciała przestać nawijać… mnie już gardło bolało (w przedsionkach palili, klima szalała i gardło trochę przewiane w pekińskim metrze) i byłam bardzo śpiąca, a ona gada i gada i gada… jeszcze się do nas przysiadła, bo miała miejsce stojące. Cwania
ra :) Po angielsku potrafiła średnio. Dowiedziałam się, że nie lubi szkoły i do niej nie chodzi ;), przez co ma napięte stosunki z rodzicami. Jej rodzice są lekarzami (mama laryngologiem, a tato kardiologiem) i chcą, żeby poszła w ich ślady. Ją natomiast interesuje projektowanie ubrań a im się to nie podoba… Dostałam od niej upominek – małą chińską laleczkę, którą kupiła od ludzi niepełnosprawnych. Chińczycy chyba w ogóle nie potrzebują snu, za to usta im się nie zamykają. Najbardziej rozgadany naród, jaki poznałam! Całą drogę czułam się jak w kurniku, nie można było się nawet zdrzemnąć.

Wysiadamy w Pingyao i od razu ustawiamy się do kasy biletowej, żeby kupić bilet na kolejny przejazd. W Chinach bilety trzeba kupować 3-4 dni wcześniej. Pokazujemy karteczki z chińską nazwą miejscowości, do której chcemy jechać następnie, czyli Xi’an, datę i godzinę odjazdu oraz typ biletu po chińsku (hard sleeper). Pani w okienku zachowuje się jakby nie rozumiała o co chodzi i zamyka nam przed nosem kasę! Okazuje się, że pani kończy pracę i idzie do domu. Podchodzimy więc bez kolejki do drugiej kasy i kolejna próba – sukces!… niestety tylko połowiczny, ponieważ zostały tylko miejsca siedzące. Na dworcu spotykamy Chinkę, która poleca nam swój hostel, postanawiamy zaryzykować i jechać z nią – riksza elektryczna gratis pod hostel. Poznajemy też rodaka – Piotrka, podróżnika z którym umówiliśmy się na dzielenie pokoju.

0701_Pingyao_m

Poranek w Pingyao

HarmonyGuesthouse_Pingyao_m

Na początku pokój (wystrój typowo starochiński – jedno 4 osobowe chińskie łoże, pośrodku mały stoliczek z filiżankami na herbatkę) miał kosztować 58Y/os, ale wytargowałam na 40Y – oczywiście to była wielka tajemnica i pod żadnym pozorem nie mogliśmy innym mieszkańcom hotelu tego wyjawić, hehe :)

cdn…

Reklamy