NOWE SMAKI KAMBODŻY – PRAŻONE KARALUCHY I RYŻOWY WĄŻ

Z Pursat autobusem o 7:40 rano pojechałyśmy w stronę Siem Reap. Każdy kto jest w Kambodży obowiązkowo musi zobaczyć Angkor Wat a ta miejscowość jest najlepszym miejscem wypadowym do zwiedzania świątyń.

Z podróży autobusem najbardziej z Olką lubiłyśmy chyba przystanki. Na każdym kosztujemy jakieś regionalne smakołyki od owoców, gofrów, mięs na patyku po prażone robale. Jak doszło do zjedzenia tych ostatnich? Otóż pani je sprzedająca poczęstowała mnie jednym i udzieliła instrukcji obierania robaczka a ja wiele się nie zastanawiając go zjadłam. I muszę przyznać, całkiem dobry! :) Zakupiłyśmy cały woreczek tych proteinowych snack’ów i zamierzamy spałaszować je już na miejscu, najlepiej przy piwku.

Ciągle coś jemy ale żołądki wydają się być ukontentowane, żaden jak do tej pory nie wnosił sprzeciwu :) Nasze wyjazdy powinny odbywać się pod szyldem Kulinarne podróże Oli i Ani, myślę, że to byłaby odpowiednia dla nich nazwa :)

SAM_3185_mSAM_3186_m

Po przyjeździe, na miejscu znalazłyśmy hostel –> Green Hostel (6$/pokój). W łazience ciągle kapała woda, więc od drzwi zapoznałyśmy się z panem złota rączka, który zobligowany był do naprawy kranu.

Jutro o 1:30 w nocy jedziemy już do Bangkoku. Jutro też cały dzień przeznaczamy na Angkor, no i mamy mało czasu na poznanie okolicy. Zrzuciłyśmy więc czym prędzej bagaże i poszłyśmy w teren.

Na ławeczkach obok rzeki Siem Reap, gdzie trenowali kajakarze (kajaki po ok. 16 osób!) dobrałyśmy się do naszych prażonych robaczków. Niestety nie było w okolicy piwa, więc zaspokoiłyśmy się świeżym sokiem z trzciny cukrowej, a w sumie to jej kawałkami. Była na prawdę soczysta i pyszna. Kiedy my zajadałyśmy karaluszki tuż przed nami cały kajak nabrał wody, przechylił się i bęc. Cała załoga z podniesionymi ku górze dłońmi dzierżącymi telefony komórkowe z uśmiechem płynęła ku brzegu w naszym kierunku. No tak, tylko kto idzie na kajak z komórką? Hm… ja? :) Raz udało mi się utopić Sagema w Małej Panwi, ale na szczęście Sagem sprzęt wytrzymały i działa do dziś ;)

SAM_3194_m

Green Hostel

Cambodia_SiemReap2250_m

Rzeka Siem Reap

Poniżej możecie zobaczyć jak zajadałyśmy robaczki.

Dotarłyśmy do targu, zahaczając po drodze o Pagodę Preah Promreath z 1371 roku no i znów zostawiłyśmy ‘trochę’ pieniędzy. Kupiłyśmy m.in. plecaki 55l za 10$ (z 17$), za które normalnie zapłaciłybyśmy pewnie ok. 120 zł. Poza tym szale, koszulki, chustki na głowę, owoce i pierścionek za 2$. Oczywiście pani starała się za wszelką cenę udowodnić że to srebro i chciała za niego o wiele więcej. Na końcu jednak skapitulowała ;) Więcej o cenach w Kambodży znajdziecie tutaj. Jeśli o zakupy chodzi to targ w Siem Reap jest miejscem gdzie znajdziecie niemal wszystko a sprzedający chętnie się targują.

Cambodia_SiemReap2254_m

Cambodia_SiemReap2258_m

Cambodia_SiemReap2260_m

SAM_3242_m

Dalszy ciąg kosztowania dziwnych rzeczy kontynuowałyśmy w okolicznej knajpce. Zamówiłyśmy sobie suszonego węża ryżowego. Był mega słony ale przy piwku Ankor nawet dobry :). Oczywiście nie posiedziałyśmy długo same. Najpierw podszedł do nas właściciel i podziękował, że do niego przyszłyśmy, co było bardzo miłe. Później zaczepił nas kelner i chciał sobie po angielsku pogadać bo planuje zostać nauczycielem, a na końcu podszedł do nas jakiś miejscowy starszy pan, który zaczepiał nas w niemiły sposób, więc zwiałyśmy stamtąd czym prędzej. Takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często, ale jeśli… najlepiej iść w swoją stronę i nie wdawać się w dyskusje.

O 22 już spakowane w łóżkach w towarzystwie mrówek idziemy spać, a jutro  5 rano pobudka i podbój Angkor Wat! Ale to już w kolejnym wpisie…

SAM_3251_m

Z suszonym wężem

SAM_3246_m

Z ananasem na patyku

————————————————–

Podoba Ci się? Zostaw komentarz :)

————————————————–

Advertisements