Kandy – krótki przystanek na naszej cejlońskiej trasie

Do Kandy dojechaliśmy późnym wieczorem. Nie mogliśmy znaleźć noclegu i przez ok. 2h chodziliśmy po mieście z ciężkimi plecakami odbijając się od drzwi. Mordęga. Jeszcze tylko deszczu brakowało.

Doczepił się do nas naćpany i ledwo stojący na nogach gość, lat ok 30 i gdziekolwiek poszliśmy tam on podążał za nami. Jak rzep, nie reagując na nasze słowa, że ma sobie pójść.

W końcu sobie poszedł, a przynajmniej tak myśleliśmy, po czym wyskoczył gdzieś z krzaków obok hotelu, w którym pytaliśmy o nocleg. Pokoi ogólnie brak, albo ceny, na które nie możemy sobie pozwolić.

W końcu w jednym z hosteli właściciel się zlitował i zaoferował nam nocleg na werandzie a rano bardzo tanio pokój, jednak część grupy się nie zgodziła i powędrowaliśmy dalej. Było już bardzo późno. Wzięliśmy tuk tuka (zgubiliśmy już ćpuna definitywnie) i pojechaliśmy do Lakshmi Hostel… jesteśmy uratowani. Dostaliśmy 3os pokój z dodatkowym materacem. Dość daleko od centrum, ale ważne że mamy gdzie się wyspać.

Kolejnego dnia rano po śniadaniu poszliśmy kupić bilety na pociąg do Nuwara Eliya. Zostały już tylko w 3 klasie z rezerwacją miejsc. Cena – tutaj.

Tip: Pociąg jedzie do Nanuoya a stamtąd trzeba wziąć busa do Nuwary. Po drodze widoki są niesamowite!! Przyjechaliśmy w sumie tylko po to do Kandy, żeby przejechać tą słynną trasą pomiędzy polami herbacianymi. Polecam gorąco ;) Nie ma sensu wykupywać biletów z szybami widokowymi. Przez otwarte drzwi widać najlepiej.

This slideshow requires JavaScript.

Jednogłośnie stwierdziliśmy, że do Świątyni Zęba (ważna świątynia dla wyznawców buddyzmu, w której przechowuje się ząb Buddy) nie idziemy, więc wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do Ogrodu botanicznego trochę się zresetować wśród przyrody po wczorajszym męczącym wieczorze. Kierowca wyjeżdżał z dworca z 20minut. Dżungla! Każdy się pcha i trąbi.

Ewie i mi udało się kupić ulgowe bilety wstępu do Ogrodu na … kartę ubezpieczeniową Planeta Młodych ;)

Miejsce bardzo odprężające, spokojne i ciekawe. Mnóstwo drzew i krzewów, których u nas nie ma np. drzewo kakaowca czy drzewo cynamonowe. Jako miłośniczka cynamonu musiałam zeskrobać trochę kory i skosztować… pychotka. W kilku miejscach parku, w koronach drzew swoje domy miały nietoperze i to nie kilka… całe stada, chmary! W biały dzień latały nad naszymi głowami. Tylko czekałam aż jakieś guano spadnie nam na głowy. Na szczęście zostaliśmy oszczędzeni ;) Teren rozległy, zadbany i godny polecenia.

This slideshow requires JavaScript.

Co nas zaskoczyło, żaden autobus nie chciał się zatrzymać w drodze powrotnej. Jeśli już to odsyłał nas do rikszy, bo my biali nie możemy przecież płacić tyle co miejscowi i jeździć autobusem. To chyba jedyny taki przypadek dyskryminacji w tym kraju, który nas spotkał. Ale w końcu się udało.

Wieczór spędziliśmy przy piwku na balkonie a już jutro wyruszamy dalej. I dobrze, jakoś nie przypadło mi to miasto do gustu, moim towarzyszom chyba także.

DSC_2298

DSC_2267

DSC_2312

DSC_2231

Advertisements