Ella, Ella, Ella…

Rano decydujemy dokąd pojedziemy dalej i pada na Elę, a właściwie małą miejscowość położoną wśród plantacji herbaty o kobiecej nazwie Ella. Rozstajemy się z Pawłem, który zostaje jeszcze trochę w Nuwara Eliya i w dalszą drogę, zaopatrzeni w wade, ruszamy w trójkę. Jeszcze nam się nie znudziły te cudne zielone herbaciane dywany. Mamy też w planie nazbieranie kilku listków do domu ;)

Z Nuwary z przesiadką w Welimadzie i w Bandarawela po ponad 3h jesteśmy na miejscu. Nie wiem czy wspominałam, ale na Sri Lance każda trasa zajmuje tak z 2x więcej czasu. Google pokazuje, że odcinek ten powinniśmy byli przejechać w 1,5h. To nie jest odosobniony przypadek, to reguła, ale drogi (choć uważam, że im dalej na południe ich stan jest coraz lepszy, w Polsce niektóre krajówki są o wiele gorsze) i stan autobusów niestety nie pozwalają na więcej.

Jeśli chodzi o przesiadki to na dworcach nie da się zgubić, wystarczy głośno powiedzieć nazwę destynacji a już bileter, kierowca albo ktoś inny zaprowadzą cię do odpowiedniego autobusu. On  zawsze już czeka, albo za chwilkę przybędzie. To co zapadło mi w pamięć podczas tej przejażdżki i z zaokiennej obserwacji Sri Lanki to ilość szkół. Jest ich naprawdę dużo a uczniowie chodzą w mundurkach. Dużo jest także szkółek drzew i sadzonek roślin, gdzie panuje niezwykły ład i porządek!

DSC_3244

Sklepik w Ella

DSC_3240

Dziewczynki wracające ze szkoły w Ella

DSC_3314

Knajpka w Ella

Zakwaterowaliśmy się w ładnie położonym Rock View Hotel za 2500RS za pokój 3 os. Jak wyglądał pokój możecie zobaczyć tutaj.

Nie dziwię się, że Brytole przyjechali właśnie w te tereny… na prawdę jest na czym oko zawiesić i mówię tutaj wyłącznie o przyrodzie. ;)

Ellę położoną na wysokości ponad 1tys n.p.m., niektórzy uważają, za oazę hipsterów, ale my jako takich nie spotkaliśmy. Faktycznie więcej obcokrajowców niż w dotąd odwiedzonych miejscach ale nie jest to jednak Khao San Road w Bangkoku. Mieszkańcy Cejlonu wieczorami pochowani, ale za to rankiem statystyka się odwraca, biali śpią a lokalsi sprzedają świeże warzywa i owoce na jednej z bocznych uliczek.

DSC_3290  DSC_3296  DSC_3294  DSC_3293

My postanowiliśmy wybrać się od razu w teren i poszliśmy w kierunku Małego Adam’s Peak. Widoki zapierające dech w piersiach. Na plantacjach kobiety zbierały liście herbaty a nad ich pracą czuwał dozorca plantacji i pan policjant. Sami wczuliśmy się w ich rolę i zbieraliśmy młode listki herbaty wrzucając je do woreczka ;) Ja z zamiarem ‘wyhodowania’ białej herbaty, co w kilku procentach mi się udało. Suszyliśmy potem zebrane liście na słońcu, na kamieniach okalających hostelowy klomb. Kilka pędów faktycznie przybrało srebrną barwę, z reszty wyszła zielono czarna herbata. Zieloną i białą herbatę uzyskuje się susząc świeże listki na słońcu, a czarna musi najpierw fermentować. Nasza w części została oblana przez panią podlewającą kwiatki, więc nie wyszła tak jak byśmy tego chcieli, ale po przywiezieniu i zaparzeniu w Polsce wszystkim smakowała.

Panorama2

DSC_3221  DSC_3151a  DSC_3153  DSC_3135  DSC_3223  DSC_3118 kopia  DSC_3106 kopia  DSC_3184  DSC_3189a  DSC_3195a  DSC_3209a  DSC_3096 kopia  DSC_3091 kopia  DSC_3211a

DSC_3263

Łup ;p

DSC_3262

Łup nr 2 ;P

Wieczorem jak na białasów przystało poszliśmy na piwo do przyulicznej knajpki. Od razu otoczyły nas cejlońskie żule, które chciały, żeby postawić im drinka. Na szczęście na wolne krzesła przy naszym stoliku przysiadła się dwójka Czechów, których wzięliśmy początkowo za parę. Jak się okazało jeden o imieniu Bronislav (36l) był architektem a drugi Jakub (21l) studentem architektury przestrzennej i z tego co pamiętam byli rodziną. Spotkaliśmy ich też w późniejszym etapie podróży. I tak spędziliśmy międzynarodowy wieczór na miłych pogawędkach a jutro jedziemy dalej… nad ocean.

DSC_3276

DSC_3272

I na koniec… dwa kwiatki rosnące na krzewach przy ulicy w Ella ;) (może ktoś się zna i mi poda ich nazwy?)

DSC_3230  DSC_3228

Reklamy