Park Narodowy Yala

Sri Lanka słynie nie tylko z pól herbacianych. Dla kraju ważne są również parki narodowe, które stanowią ok 10% powierzchni kraju. Pierwszy rezerwat przyrody założył już w starożytności król Devanampiyatissa (wprowadził on również buddyzm na Cejlonie).

My za cel obraliśmy sobie największy z parków – Yala.

Żeby zobaczyć zwierzaki w parku, trzeba niestety zerwać się wcześnie rano z łóżka. Tak też robimy. Pobudka o 3 rano! Spod naszego domku wyruszamy vanem, potem w miejscowości Tissa przesiadamy się już do jeepa. Jest nas 7 (Ewka, Hubert, Sabrina, Karina, Rafał, ja i nasz wesoły hotelowy chłopak Karun). Wszyscy siedzimy na podwyższanej przerobionej na siedzenia tylnej części jeepa. Wieje niemiłosiernie, jest zimno i ciemno… ale jak tylko wyjdzie słońce to się zmieni.

DSC_3937 kopia

DSC_3778 kopia

DSC_3754 kopia

DSC_3680 kopia

DSC_3641 kopia

Największa atrakcja parku to słonie, które są jednak rozproszone po całym terenie i wcale nie tak łatwo na nie trafić. Nam się udało dwa razy. Za pierwszym razem wielki samotny słoń stał przy jeziorku. Było z nim jednak coś nie tak, ponieważ się nie ruszał. Był albo wystraszony i udawał, że go tam wcale nie ma, albo to była jego ostatnia droga przed odejściem do słoniowego nieba i już staruszek nie miał sił. Chyba jednak to drugie. Drugi raz zobaczyliśmy słonia w chaszczach, jak posilał się zielonymi listkami ;) To były dwa świadome razy. Po powrocie i oglądaniu zdjęć okazało się, że na kilku zdjęciach gdzieś w oddali na drugim planie niewyraźnie chadzają sobie słoniki :)

Dużo łatwiej za to spotkać na drodze lub przy zbiornikach wodnych bawoły wodne, jelenie (Aksis i Sambary), guśćce, małpy, kolorowe zimorodki, pelikany, ibisy, pawie i warany.

DSC_3707 kopia

DSC_3683 kopia

DSC_3781 kopia

DSC_3637 kopia
DSC_3722 kopia

DSC_3733 kopia

DSC_3736 kopia

DSC_3754 kopia

DSC_3752 kopia

DSC_3739 kopia

DSC_3825 kopia

DSC_3843 kopia

DSC_3858 kopia

DSC_3859 kopia

DSC_3862 kopia

DSC_3881 kopia

DSC_3911 kopia

DSC_3912 kopia

DSC_3924 kopia

DSC_3929 kopia

Bardzo ciężko wypatrzyć jest leopardy i nam się niestety nie udało. Są bardzo płochliwe i ostrożne, większość czasu spędzają w ukryciu, choć tak naprawdę nie mają w parku naturalnego wroga, przed którym musiałyby się chować.

Duże poruszenie wśród jeepów stanowiła żmija przepełzająca przez drogę przed nami. Ta dopiero musiała być zestresowana!

DSC_3767 kopia

W trakcie safari dorwała nas ulewa. Lało krótko ale dość intensywnie. Na tyle, ze cały tył jeepa był mokry, w tym ja. Za to po deszczu niebo zrobiło się piękne a roślinność nabrała jeszcze wyraźniejszych  kolorów.

DSC_3784 kopia

DSC_3814 kopia

DSC_3790 kopia

DSC_3813 kopia

DSC_3876 kopia

DSC_3887 kopia

Wprawdzie zwierząt za wiele nie widzieliśmy, ale jako miłośniczce przyrody, mnie się wycieczka podobała, reszcie trochę mniej. Żałuję tylko, że już nie pojedziemy do innego parku, choć bardzo bym chciała. Jednak dostrzeżenie gdzieś w gąszczu drzew dzikiego zwierzaka w jego środowisku naturalnym to coś ;)

Ile płaciliśmy za wypad do parku – tutaj.

Po zwiedzaniu wygłodnieli poszliśmy na pyszne ostre krewetki do chińskiej knajpki a potem na targu zakupiliśmy jedzonko (kokos, passion fruit, avocado, pomidorki) na nasz ostatni wieczór w Tangalle. Kokosa otwieraliśmy za pomocą meczety i nożyka. Tak się go najadłam, że nie mogłam w nocy spać z bólu żołądka. Tak jak uwielbiałam do tej pory kokosy, tak teraz nie tknę kokosa przed długi czas, to na pewno.

Jutro opuszczamy już piękne Tangalle i ruszamy dalej wybrzeżem do Mirissy.

DSC_3992 kopia

DSC_3946 kopia

DSC_3951 kopia

DSC_3998 kopia

Advertisements