MĘCZĄCA DROGA DO RAJU

Jesteśmy jeszcze w Kambodży, czekamy na autobus, który ma nas odebrać o 1:30 w nocy.

02:10 Autobusu jak nie było tak nie ma. Komary nas już żywcem zjadają! Olka taka wściekła, że nic nie mówi tylko spaceruje ulicą. Ja dyskutuję z dziewczyną ze Szwecji, która podróżuje po całym świecie już od długiego czasu. Też czeka na nasz autobus i kilka innych osób również, także nie jesteśmy same.

3:00 leżymy już na bagażach przy ulicy i liczymy, że nasz transport za chwilę nadjedzie.

3:50 jest! Okazało się, że autobus sypialniany zepsuł się gdzieś po drodze i podjechał zwykły, który stawał co chwilę i  zabierał wszystkich ludzi. Męczarnia okrutna. Jakaś kobieta z tobołami, chyba uliczna handlarka, usiadła po mojej prawicy i zrobiła sobie ze mnie poduchę, nie miałam serca jej budzić. Ja przytulałam się do okna i mojego jaśka, którego zabieram na wszystkie swoje wypady.

8:10 Przekraczamy granicę Kambodży i Tajlandii – już coraz bliżej do raju… Czekamy z 40 min i przesiadamy się do minibusów, które zawiozą nas w okolice Khaosan Road w Bangkoku.

Tajlandia_KohSamet2502_m

Granica Kambodża/Tajlandia

Tajlandia_KohSamet2501_m

Granica Kambodża/Tajlandia

W Bangkoku jesteśmy ok 12:50, szybko znajdujemy transport (320bat) na dalszą trasę, wcinamy pyszny pad tai na ulicy i o 14:15 siedzimy już w busie na Ko Samet, nasz ostatni cel przed powrotem do domu. Podróż powinna trwać nie więcej niż 4h. Jedzie z nami dość ciekawy jegomość. Starszy pan z Kanady, o posturze żołnierza, bardzo otwarty i pogodny. Opowiada nam jak niedużym kosztem mamy sobie zarobić na podróż. Mówi: ‚kupcie tutaj 25kg biżuterii i sprzedajcie u siebie, dobry biznes’. No tak :)

17:20 Bus wysadził nas w miejscowości Ban Phe a stamtąd przesiadamy się na łódź bo Ko Samet jest wyspą.

Tajlandia_KohSamet2506_m

Port w Ban Phe

Tajlandia_KohSamet2504_m

Z Ban Phe na Ko Samet :)

Na łodzi ktoś siedzący przed nami nie wytrzymał i opróżnia swój żołądek wprost do wody. Jak dobrze, że nie mamy choroby lokomocyjnej.

Poznajemy chłopaka z Anglii wyglądającego jak Paul Scholes (kto nie wie – angielski piłkarz, który już zakończył swoją karierę aktywnego gracza i jest obecnie chyba asystentem trenera Man U). Przyjechał do Tajlandii z Chin przez Mongolię.

Po ok 50 min docieramy do lądu!

Jeszcze podróż na naczepie samochodu (25bat/os), czyli tutejsze taxi i uiszczenie opłaty za wstęp na teren parku narodowego, jakim jest wyspa (200bat) i jesteśmy w pokoju Sea Breeze Bungalow (300bat/pokój).  Nasz pokój wyglądał tak. Nie było problemów z dostępnością miejsc noclegowych (listopad).

Tajlandia_KohSamet2507_m

„Paul Scholes”, „Żołnierz z Kanady” i Olka :)

Tajlandia_KohSamet2508_m

moja skromna osoba i ładna Tajka :)

Do morza mamy 200m, więc kupujemy małego Changa (piwo) i idziemy odpocząć na plażę. Życie nocne tutaj jest bardzo bogate. Mnóstwo knajpek z atrakcjami w postaci żonglującym ogniem chłopaków serwuje pyszne jedzenie i wszystkie drinki świata. Jak się potem okaże wyspa tętni życiem nocą a za dnia, hm..chyba wszyscy śpią :P

Tajlandia_KohSamet2512_m

Tajlandia_KohSamet2518_m

Za nami męczące dni, nie spałyśmy od 5 rano dnia poprzedniego. Pobudka o 5 – pakowanie – zwiedzanie całodzienne Angkoru na rowerach – włóczęga po mieście – 1 do 4 w nocy koczowanie na ulicy – podróż autobusem – granica – bus – Bangkok – bus i łódź– wyspowe taxi i w końcu… zasłużony odpoczynek :) Planujemy się tutaj zresetować przez 3 dni.

Advertisements