Krótki przystanek w Hue

Do Hue, dawnej stolicy Wietnamu, przyjeżdżamy busem sleeperem w godzinach porannych. Zmęczone nie chodziłyśmy jak zawsze w poszukiwaniu hostelu, tylko wzięłyśmy pierwszy lepszy – wyglądał jak stara wojskowa miejscówka, na jedną noc w sam raz. Poza tym miał słodkich lokatorów – białe malutkie myszki, które biegały czasem po korytarzu :) Jak wyglądał pokój możecie zobaczyć tutaj.

Szybko wyruszamy w miasto bo kiszki nam marsza grają i kosztujemy banh chung – smażony ryż z wieprzowiną (wcześniej sfermentowany w liściu bananowca) za 5 tys dong i bot gao – krewetki w cieście za 2 tys dong.

Jakiś pan próbuje nam wcisnąć city tour za 10$ na os. Oczywiście nie korzystamy, same sobie pozwiedzamy, mamy przecież cały dzień!

Kończy mi się miejsce na karcie SD wiec kupuję w małym sklepiku nową 8GB Toshibę, oczywiście targując się dość mocno.

W knajpce na 2 piętrze z widokiem na ulicę zajadamy smażonego omleta z mięsem, warzywami, zielonym bananem, krewetkami i kiełkami soi z sosem z orzeszków ziemnych (15000d). Ponoć tutejsze tradycyjne danie. Do tego lokalne piwko i możemy iść zwiedzać Cesarskie Miasto.

This slideshow requires JavaScript.

Wstęp kosztował 55000d, teraz ponoć 80000d, ale miejsce jest warte odwiedzenia. Cicho, spokojnie, bardzo mało ludzi. Bardzo przyjemnie szwendało się wśród starych budowli i krzewów z kwiatami.

This slideshow requires JavaScript.


Wróciłyśmy dość wcześnie, żeby wypisać przed snem kartki dla rodziny i znajomych. Jeden znaczek to koszt 11000d, a pocztę stanowi babcia siedząca na chodniku. :)

Po nocce na twardych łóżkach wstałyśmy obolałe. Szybkie pakowanie i po 10tej popłynęłyśmy łodzią do pagody Thien. Tam kupiłam 3 skórzane bransoletki za 30000d. Kwota wygląda na dużą, ale to tylko ok 1,5$.

Żałuję, że nie wzięłam ich więcej bo takie same później widziałam w sklepie w Polsce (C&A) i jedna kosztowała 15zł.

This slideshow requires JavaScript.

Wietnam_Hue1061 kopia

Wafelki z listkiem


Po powrocie z pagody przed dalszą podróżą zdążyłyśmy jeszcze zjeść w jednej z wielu rodzinnych ulicznych jadłodajni pyszną zupę krabową z dużymi kawałkami kraba (15000d). Rewelacja! Do wyboru była jeszcze wieprzowa i tyle. Każda garkuchnia specjalizuje się w czymś innym, i zazwyczaj są to od 1-3 dań.

Przy wyjściu z hostelu zapytałam jednego z pracowników, gdzie tutaj w pobliżu można kupić wafelki z listkiem (chyba lubczyku), które kupiłam dzień wcześniej w sklepiku w mieście. Niestety tutaj nigdzie, ale on może pojechać i mi szybko kupić. Już wsiadałyśmy do autobusu, więc podziękowałam grzecznie.

Po drodze jeszcze w Hue stanęliśmy, żeby zabrać kolejnych pasażerów i nagle słyszę, jak ktoś stuka po szybie obok mnie. Gość na motorku z moimi wafelkami!! Pojechał je kupić i nas dogonił. Za poświęcenie dostał za nie troszkę więcej :)

Autobus sleeper i przed nami 5h jazdy do Hoi An (o Hoi An pisałam tutaj). Za oknem widoki tak piękne, że zapiera nam dech w piersiach.

Tyle by było cudnych zdjęć, ale mój aparat odmówił posłuszeństwa i zasnął. Na domiar złego Olce też padła bateria, ale co widziałyśmy to nasze…

…. Jak ten kierowca nie skończy trąbić to mnie szlag trafi!

Silence! I Kill you!

achmed_hue

Advertisements