Guilin

Wczesnym rankiem w Guilin, wygłodniali wyruszamy w poszukiwaniu jadłodajni i o dziwo, żadnej w naszej okolicy nie ma. Po drodze spotykam chińskiego nauczyciela języka angielskiego i ucinamy sobie mała pogawędkę. Na informację, że pochodzę z Polski aż podskoczył, ponieważ jak mówi ma siostrę w Warszawie i jedzie do niej pod koniec roku. Poleca miejsca, które warto zobaczyć w Guilin (m.in. jaskinię Reed Flute Cave) i nasze drogi się rozchodzą.

Przechodzimy obok małego skwerku wypełnionego maszynami do ćwiczeń a tam każde z urządzeń okupowane przez samych emerytów. U nas od niedawna też zaczynają się pojawiać w różnych miejscach takie urządzenia – bardzo dobry pomysł ściągnięty wprost z Chin. Widać nie tylko podróbki ale i też pożyteczne pomysły czerpiemy z państwa środka. Więcej o tym, jacy to Chińczycy są aktywni pisałam tutaj.

1287_Guilin_park_pagoda_sun&moon kopia

Dziadek garnący się do robienia zdjęć ;)

1289_Guilin_park_pagoda_sun&moon kopia

Pagoda Sun

Zahaczamy również o park, w którym znajdują się dwie bliźniacze pagody – Sun i Moon. Tam jeden dziadzio koniecznie chce nam zrobić zdjęcie – ‘photo, beautifil mountain’ i już nam aparat zabiera. Może i dziadek z aparatem by daleko nie czmychnął, ale zrzucić go może, owszem. Byłoby szkoda, więc nie ryzykujemy. Siedzimy troszkę w parku i obserwujemy śmiesznego dziadka, który zaczepia innych przechodniów, robi im zdjęcia  a następnie wyciąga jakąś plakietkę po chińsku i każe sobie płacić, hehe :)

Znajdujemy w końcu jadłodajnię i pokazujemy karteczkę z chińskim napisem makaron ryżowy bez mięsa, a co dostajemy… makaron w zupie z mięsem. Chyba tylko to mieli, tak więc zjadamy i idziemy dalej, do Elephant Trunk. Wchodzimy na samą górę, punkt widokowy jest, ale zarośnięty krzakami, także nic nie widać. Wszystko bardzo zaniedbane. Wokół skały rozpościera się mały park, a w nim na scenie występy artystyczne – chińskie miałczenie a w wodzie kilka kamiennych małych słoni, z  którymi turyści robią sobie zdjęcia, ja również, a co.

Siadamy na murku i obmyślamy dalszy plan. Jedziemy do Reed Flute Cave. Za 5Y podwiózł nas tam młody kasiasty Chińczyk ze swoim ładnym klimatyzowanym samochodem. Zbawienie w tym upale, bo już się zaczęliśmy rozpuszczać, a tu chociaż kilka chwil wytchnienia.

This slideshow requires JavaScript.

Przed wejściem do jaskini dostajemy od grupki Chińczyków (mieli po ok. 50 lat a nawet więcej) małą drewnianą piszczałkę. Przekleństwo! Jeden zaćwierkał (piszczałka wydawała ptasi dźwięk) i reszta mu odpowiadała …normalnie Klub Ćwierkających Chińczyków! I tak w kółko! :)

Jaskinia naprawdę warta odwiedzenia – podziemne królestwo. Skały podświetlane różnymi kolorami, można by tam zamieszkać. Na końcu przy jeziorku mała sesja (osobno, dwójkami, w grupkach i innych układach) z białą (czyli ze mną) i jesteśmy wolni. Wychodzimy z zimnej i jakże przyjemnej jaskini i wchodzimy na pobliską górę skąd rozpościera się fenomenalny widok na okolicę. Tutaj kolejna sesja, tym razem z grupką Chińczyków seniorów z piszczałkami :)

1365_Guilin kopia

Wieśniak na rowerze, niedaleko jaskini Reed Flute

Do centrum Guilin wracamy taxi za 5Y i do późnych godzin wieczornych włóczymy się po mieście, a na zakończenie dnia zahaczamy o salon gier i zostawiamy tam kilka drobniaków :).

Advertisements