Starcie na Rzece Li

Wycieczka (spływ Rzeką Li) przez pośredników i bez problemów z bezpośrednim dojazdem i obiadem to był wówczas koszt ok. 250Y na osobę. My, skąpiradła, postanowiliśmy jechać na własną rękę, jak zwykle.

1387_splyw_rzeka_Lee kopia

Rzeka Li na mapie i trasa, którą zamierzamy przejść/przepłynąć

Busem nr 2 (1Y) dojeżdżamy na dworzec kolejowy skąd odjeżdża autobus do Yangsu (14Y). Doczepia się do nas Chińczyk (naganiacz-naciągacz) i coś tam do nas po angielsku mówi. Standardowe pytania, skąd jesteśmy itp. Wysiada z nami na skrzyżowaniu-odludziu, gdzie kilku tubylców czeka ze swoimi bagażami w postaci żywych kur w plastikowej siatce i innymi nietypowymi pakunkami, na transport. Po 10 min podjeżdża malutki wiejski bus (2,5Y, od skrzyżowania do Yangdi). Bus wewnątrz przypomina bardziej targ zwierzęcy niż środek transportu do przewożenia ludzi, ale jedzie się sympatycznie pomimo sporego przeciągu.

1381_Yangdi_Town kopia

Yangdi

Plan był taki, aby pójść pieszo (ok. 5h) wzdłuż rzeki Li z Yangdi do XingPing i podziwiać widoki, a później wsiąść w autobus do Yangshuo. Nasz ‘kolega’ przekonuje nas, że to będzie bardzo długi spacer i lepiej popłynąć bamboo łódką ;) Oferuje 220Y za spływ do XingPing na 1os. Oczywiście mówimy, że to stanowczo za dużo i grzecznie dziękujemy…ale on nie zamierza się poddać. Zaczynam się ostro targować i negocjuję cenę do 100Y za 2os!, także całkiem całkiem :) Na koniec powtarzam wszystko co uzgodniliśmy i pokazuję nasze miejsce docelowe na mapie. Gość potwierdza, płacimy mu 100Y i wsiadamy na bambusową tratwę jego kolegi, który nie zna ani słowa po angielsku. Płyniemy!

1384_Yangdi_Town kopia

Yangdi

Nasz wioślarz płynie w przeciwną stronę, pokazujemy mu mapkę a on kiwa głową na tak, więc stwierdzamy, że Chiny są przecież dziwne, więc może jakiś swój powód ku temu ma. Jednak po 30 min dryfowania i podziwiania jednego miejsca zaczynamy się denerwować – wszystkie tratwy nas mijają i płyną w przeciwną stronę z włączonym silnikiem. Sygnalizujemy, że może już włączyć silnik i płynąć w stronę XingPing. On kiwa głową, że nie i zaczyna kierować się do wybrzeża, dając nam do zrozumienia, że to już koniec. Jak to koniec? Nie taka była umowa, nie odpuścimy! Zaczyna się robić nie miło, on nas nie rozumie, my jego też. Dzwoni do naciągacza i pisze nam na swojej dłoni, że mamy dopłacić 100Y. Zdecydowanie odmawiamy i pokazujemy na migi, że jeśli nas zaraz nie zawiezie w miejsce, na które się umawialiśmy to zadzwonimy na policję i dodatkowo pokazuję mu słowo ‘złodziej’ znalezione w rozmówkach angielsko-chińskich. Przestraszony już wioślarz dzwoni ponownie do naciągacza i podaje mi telefon. Nasz ‘kolega’ powtarza w kółko, że 100Y to za mało, ale ja twardo obstawiam na swoim, że nie taka była umowa i zadzwonię na policję. Wcześniej zrobiłam mu zdjęcie, i dodatkowo blefuję, że mamy nagraną rozmowę wiec naciągacz zaczyna się niepokoić, bo jego działalność legalną zapewne nie jest. Oddaję telefon.

1407_splyw_rzeka_Lee kopia 1405_splyw_rzeka_Lee kopia

Nasz bamboo dalej chce kasę, więc wściekła robię i jemu zdjęcie. Atmosfera robi się naprawdę gorąca i prawie nie doszło do rękoczynu. Bamboo nie wie co robić. My zdenerwowani do granic możliwości pokazujemy żeby nas wysadził bo mamy tego dosyć a na pewno mu nie dopłacimy. Wysiadamy… ja mu raz jeszcze pokazuję słowo ‘złodziej’ i zaczynamy iść w stronę centrum Yangdi. Po chwili wystraszony, że pójdziemy na policję Bamboo krzyczy za nami, i woła, że mamy wracać.

Odpływamy z 200m od brzegu i ponownie dzwoni naciągacz – chce znów ze mną rozmawiać, ale ja się już nie daję wciągać w słowne potyczki i oddaję telefon. Znów się zaczyna przepychanka bo ‘BambooMan’, chce żebyśmy dopłacili. My swoje, on swoje. Ręce nam już opadają, ale koniec końców wioślarz zawozi nas do XingPing i wojnę uznajemy za wygraną.

Przepiękne widoki wynagradzają nam naszą walkę i koją nerwy. Wyłaniające się z wody krasowe ostańce tworzą rozmaite układy skalne – przy wybujałej wyobraźni, można dostrzec w nich różne zwierzęta i inne formacje.

1415_splyw_rzeka_Lee kopia

Rzeka Li

1395_splyw_rzeka_Lee kopia

Mieszkanka Rzeki Li

1398_splyw_rzeka_Lee kopia

Przepływająca obok zorganizowana wycieczka

 

1433_Xingping_Town kopia

Wysiadka w XingPing

1437_Xingping_Town kopia

Pani smażąca małe rybki przy brzegu

1429_Xingping_Town kopia

Na 20-tu Yuanach widnieje część krajobrazu gór południowochińskich

XingPing to mała miejscowość, praktycznie zero turystyki, sami tubylcy – nam się bardzo spodobała! Głodni, wchodzimy do pierwszej napotkanej bambusowej restauracyjki i zamawiamy ryż z jajkiem, smażone bambusy i pomidory z jajkiem. Wszystko wcinamy patyczkami. Pychotka! Później kosztujemy jeszcze małą chińską pizzę, w knajpce, gdzie przez cały czas  towarzyszył nam pod nogami piesek Chihuahua o imieniu Mimi.

1441_Xingping_Town kopia

Pycha paproty :)

1474_Xingping_Town kopia

Mimi :)

1459_Xingping_Town kopia

XingPing Town

1476_Xingping_Town kopia

XingPing Town

Zwiedzamy okolicę i ok. 17:00 ruszamy dalej autobusem (5,5Y) do Yangshuo. Miasteczko mniejsze i ładniejsze od Guilin i dlatego postanawiamy zatrzymać się w nim na noc – we Flower Hostel (20Y/os/noc). W tym czasie nasze duże plecaki nocują w hostelu w Guilin.

Jutro z miasta uciekniemy na łono natury i na tandemie będziemy zwiedzać bajkową okolicę Yangshuo.

Reklamy