Seven Star Park, czyli tam gdzie mieszkają nieśmiertelni i wysyłanie kota pocztą z Shanghai’u do Europy

Z Yangshuo do Guilin jedziemy autobusem za 15Y. Kierowca włącza film z Jackie Chanem, wiec podróż mija ekspresowo, nie ważne, że po chińsku. Zabieramy z hostelu nasze bagaże  – po 2 dniach samotności w ciemnościach hostelowego składziku są całe i zdrowe.

1672_Guilin kopia

Co, nie da się?

Pociąg do Shanghai’u wyjeżdża o 17, mamy więc jeszcze chwilę i wybieramy się do parku Seven Stars Park – oddalonego ok 1km od centrum miasta. Park jest bardzo rozległy i można w nim miło spędzić czas. Nazwę swoją zawdzięcza 7 szczytom, które wewnątrz przypominają formę w gwiazdozbiorze wielkiej niedźwiedzicy. W parku są śliczne góry – jedna swym kształtem przypomina wielbłąda i zdaje się być wyrzeźbiona przez człowieka, a faktycznie jest w 100% stworzona przez naturę. Znajdziecie również strumyki ze zdatną do picia czystą wodą, lasy, bujną roślinność i zwierzęta. W przewodniku wyczytaliśmy, że w parku znajdziemy półdzikie małpy, no i są, ale nie na wolności… Są za to bardzo ciekawskie i potrafią stać przez długą chwilę i wpatrywać się w człowieka zza ogrodzenia. Spotykamy też dwie śpiące pandy, jednego wielbłąda i mnóstwo ptaków, w tym wiele kolorowych pawi. Na terenie parku znajduje się wapienna jaskinia, o której krążą legendy, m.in. taka, że jej wnętrze zamieszkują nieśmiertelni. Zaznaczam, że podczas naszych odwiedzin, żadnego wampira czy innego stworzenia nie spotkaliśmy, także wnioskuję, że albo się dobrze ukrywają albo się już dawno wyprowadzili. Także droga wolna ;)

This slideshow requires JavaScript.

Z parku idziemy do lokalnej knajpki i za 4Y zjadamy pełen talerz smażonego makaronu z warzywami. Siadamy na zewnątrz i mimowolnie obserwujemy Chińczyka przy sąsiednim stoliku.  Wygląda to trochę jak świnka w chlewiku, nie obrażając świnki – pluje obok siebie resztkami z konsumowanych nóżek kurczaka a same obgryzione nóżki rzuca za siebie na ziemię.

Na dworzec docieramy na czas, przed nami 23h w pociągu. Podróż mija nam spokojnie i bez większych przygód.

Peron w Shanghai’u prawie pusty. Wychodzimy ostatni z wagonu i zmierzamy w stronę metro. Docieramy do hostelu Blue Mountain, który poklecił nam poznany w Guilin chłopak z Finlandii. Bardzo fajny hostel a jego dużą zaletą jest również to, że metro jest tuż obok niego. Niby zarezerwowałam łóżka w dormie dzień wcześniej a na miejscu okazuje się, że będą wolne dopiero od jutra. Recepcjonistka, zawstydzona i czerwona na twarzy oferuje nam na jedną noc pokój, w którym znajduje się praktycznie samo łóżko. Bierzemy! Robimy pranie (w cenie z suszeniem) i wybieramy się na zwiedzanie okolicy i na kolację. Nieopodal hostelu znajdujemy fast food – maluteńka knajpka prowadzona przez 5 Chińczyków. Jedzenie taniutkie i o wiele lepsze niż ‘oryginalne’ amerykańskie odpowiedniki. Na pewno tam jeszcze wrócimy.

1694_Shanghai_metro

Metro w Shanghai’u

1685_Shanghai_blue_mountain_hostel kopia

Blue Mountain Hostel na mapie Shanghai’u – w dużej rozdzielczości całą mapkę możecie sobie zapisać z działu PRZYDATNE -> MAPY.

1688_Shanghai_okolice_hostelu kopia

Okolice hostelu

W drodze powrotnej, już po zmierzchu wchodzimy do sklepu zoologicznego i pytamy ile kosztuje rudy kot. Pani sprzedawczyni rzuca cenę 500Y. Kiedy żartujemy, że chcemy go zapakować i wysłać pocztą do Europy przerażona odmawia sprzedaży ;) Widać są na świecie Chińczycy, którym zależy jeszcze na zwierzętach, a już traciłam w nich nadzieję :)

Advertisements