Nerwowy poranek i ulubione miasto Beatlesów – Pushkar

Dnia poprzedniego zamówiłyśmy na 8 rano rikszę pod hostel. Nie przyjechała. Na ulicy złapałyśmy inną. Trafił nam się dość nerwowy wyznawca islamu, który zamiast na publiczny dworzec autobusowy jak prosiłyśmy zawiózł nas w miejsce, gdzie odjeżdżają klimatyzowane ładne turystyczne autobusy i za żadne skarby nie chciał jechać dalej bez (za dużej) dopłaty. Dworzec publiczny pokazałyśmy mu na mapie i z góry ustaliłyśmy cenę, więc liczył na to, że nie znamy miasta i dopłacimy, żeby nas zawiózł dalej. Nic z tego. Krzyczał na nas, zachowywał się agresywnie więc wyszłyśmy z rikszy, zabrałyśmy plecaki, powiedziałyśmy, że z oszustem nigdzie dalej nie pojedziemy i kasy też nie dostanie. Wpadł w furię, a my weszłyśmy do pobliskiego sklepu, żeby być wśród ludzi do czasu aż odjedzie. Adrenalina z rana podniesiona do max. Zapytałyśmy w sklepie którędy do public bus station, żeby się upewnić i poszłyśmy sobie z buta, jakieś 700m. Na dworcu w Jaipur znajdujemy nasz kolorowy autobus, czekamy aż się zapełni i jedziemy do Ajamer (105RS) skąd chcemy dotrzeć do Pushkaru (bus nr 1067 (12RS). Oczywiście podczas jazdy autobusami rozbrzmiewa kakofonia klaksonowych dźwięków, co doprowadza białego do szału, bynajmniej nas ;)

Pushkar to indyjskie święte miasto. Znajduje się tutaj jedyna w Indiach i jedna z niewielu na świecie świątynia Brahmy. Ten stary ośrodek kultu Brahmy, w którym często przebywali ponoć Beatels’i leży nad jeziorem na skraju pustyni Thar. Jezioro jest uważane za cudowne i uzdrawiające.

Dotarłyśmy do miasteczka w godzinach popołudniowych.

Pokój mamy zaciemniony i chłodny, z dala od zgiełku. Wokół słychać ćwierkanie ptaszków i tylko z daleka od czasu do czasu dobiegają odgłosy klaksonów. Nasz nowy tymczasowy dom, oaza spokoju nazywa się Hill View i kosztuje 150RS za noc (wytargowany z 250RS)

Podczas gdy my siedzimy pod wiatą w naszym hotelu i czekamy na thali i lassi, za płotem chodzi i muczy krowa a pod naszymi nogami szwenda się żółw ;) Po chwili krowa wchodzi i zjada hostelowe kwiatki i trawę a mały chłopczyk biega wokół niej i krzyczy, stara się ją przepędzić z posesji. Nic to nie daje więc biegnie do domowników z panicznym krzykiem na ustach i w końcu przychodzi babcia z kijem w ręku i goni biedną wychudzoną krowę, która miała swoją chwilę szczęścia i zjadła coś innego niż śmieci z zakurzonej ulicy. Mały strażnik ogrodu (3-4lata) aż podskoczył z radości ^^

W pokoju w ścianie mamy ozdobne dziury, prowadzące nie wiadomo dokąd, dlatego moja wyobraźnia robi pokaz swoich możliwości (widzę te wszystkie wielkie pająki, które wychodzą z dziur i wędrują po naszych łóżkach…) i postanawiam pozaklejać taśmą wszystkie dziury!

Trzy dni jesteśmy już poza zasięgiem internetu. Działa w kafejkach ledwo ledwo albo wcale a o wifi można pomarzyć. Dlatego wzięłam numer telefonu właścicieli hostelu i z wytęsknieniem czekam na kontakt z Polski i dłuższą pogawędkę ;)


Ogólnie miasteczko jest o wiele spokojniejsze niż Jaipur, z którego przyjechałyśmy. Ma bardzo dużo kramików z ubraniami i ozdobami ale do targowania się ludzie nie są zbyt chętni. Sporo czasu mi zajęło, żeby wytargować 4 kamyki (zawieszki na łańcuszek) z 200RS na 150RS ;)

Reklamy