Pushkar – zakupy, chillout i dziwny sen

Dziś mamy leniwy dzień… z niczym się nie spieszymy! Choć jeden taki się przyda w końcu, żeby odsapnąć.

Na śniadanie idziemy do knajpki niedaleko jeziora. Chana Masala i herbatka z miodem, imbirem i limonką pachną wyśmienicie i smakują jeszcze lepiej. Nagle robi się bardzo głośno, na ulicy rozbrzmiewa muzyka i pojawia się orszak weselny panny młodej. Orkiestra i goście co chwilę zatrzymują się by tańczyć. Oczywiście idę do centrum wydarzeń i teraz znajduję się na kilku zdjęciach weselnych w domach w Pushkarze. Ja też nie pozostaję dłużna i robię sesję ozdobionym w biżuterię kobietom w kolorowych sari i panom orkiestrantom.

Z pełnymi brzuchami idziemy załatwiać hinduską kartę sim do mojego telefonu. Cały proces trwa ok 1h. Musiałam dostarczyć kopię paszportu i wizy, moje zdjęcie i kartkę z hotelu, gdzie mieszkamy. Usługa kosztuje mnie 200RS (w tym 60RS na połączenia, sms za granicę 5RS).

Szwendamy się dziś po uliczkach Pushkaru i kosztujemy słodkości. Miód z miodem ;) Legdu – słodkie kulki na surowo i delebi – lany na olej miód z mąką.

Pan cukiernik zaprosił mnie z aparatem do środka i pyta czy Olka jest wolna ;)

Popołudniu robimy sobie drzemkę a potem wyruszamy w poszukiwaniu neta. Wcale nie tak łatwo go tutaj znaleźć, ale udało się – 30RS/1h

Przed kolacją zaliczamy jeszcze kilka sklepów ze spodniami i kupujemy 4 pary. Znów negocjacje trwają 40min.

W nocy wieje tak silny wiatr, że budzimy się co chwilę i nie możemy spać a mnie w między czasie śnią się różne dziwne sny.

Np. taki… W wierze chrześcijańskiej wprowadzili ofiarę z ludzi. Wierni się na to godzili – poświęcali swoje życie dla Boga. Wyglądało to tak, że na każdej mszy światełko z góry przechodziło kolejno po wszystkich zgromadzonych i na jednym się zatrzymywało, jak w jakimś teleturnieju! Ta osoba była zaszczycona i paliła się żywcem na stosie. Kler znalazł jakiś sposób, by omamić wiernych, ale niektórzy byli oporni, np. ja. Założyłam tajne stowarzyszenie, które walczyło z chrześcijanami i wyciągało jakby wprowadzonych w trans ludzi.

Po niespokojnej nocy pakujemy się i zanosimy plecaki do domu właścicieli. Wieczorem mamy autobus /sleeper/ do Udajpuru. Co robić w tym czasie… ano zakupy!

Dwie godziny gawędzę i negocjuję ceny z 48letnim Hindusem, właścicielem sklepu z rękodziełami. Bardzo miły starszy pan. Rozmawiamy o różnicach kulturowych. Skończył ekonomię w Ajmerze. Poznaję historię całej jego rodziny. Ma 2 córki, 18l i 14l i 12cioro rodzeństwa! Więcej dzieci nie mogą mieć z przyczyn biologicznych. Mówił, jak bardzo kocha swoją żonę i że tutaj, w Indiach najważniejsze jest, aby mieć dzieci, stworzyć rodzinę i dobrze się nią opiekować, dać z siebie wszystko. Dlatego nie żenią się z miłości, bo to nie o to chodzi. On pokochał swoją żonę po ślubie. Taka mentalność. Pokazuje nam rysunki, które sam wykonuje. Dwa dni zajmuje stworzenie jednego. Śliczne, małe, delikatne i bardzo precyzyjne cudeńka. Dowiadujemy się też od Pana Vizel, że nasze Gienie (tak nazywamy małe gekony biegające po ścianach) są bardziej jadowite od węża! Jak ugryzą to od razu trzeba iść do lekarza, bo można nawet umrzeć. Trochę niedowierzamy, bo to takie słodkie istotki. Są bardzo płochliwe i uciekają, więc mogą ugryźć tylko w obronie własnej.

Tak się skurat stało, że dziś w hostelu taka właśnie mała istotka skoczyła mi na szyję. Ale się naskakałam, pewnie była w szoku ;) Całe szczęście nie ugryzła.

W innych sklepach kupujemy sobie jeszcze szale, ja dwie tuniki a Olcia spódnicę. Bez targowania, nie ma kupowania! Olka stwierdziła, że jestem dziś w swoim żywiole ;)

Tutaj od razu podają ceny ‘normalne’, tzn. niezawyżone o 500% tylko o 100% ;), a nam z tych cen udaje się jeszcze zbić. Mówią, że mają takie niskie, bo się tu nie targują.

W trakcie kupowania wody, podjeżdża 3 chłopaków na motocyklu, zatrzymują się i chcą sobie zrobić z nami zdjęcie. Ok, 50 rupii. ^^ Jeden z nich zaczyna tłumaczyć, że jest wojskowym i pokazuje mi swoją legitymację. Ja na to – 100 rupii! ^^ No dobra „kupisz mi wodę to możesz sobie zrobić jedno zdjęcie” No i kupił mi wodę ;) Koledzy zrobili mu zdjęcie i pojechali.

Popołudniu odpoczywamy pijąc masala chai i delektując się deserem budyniowym w knajpce nad jeziorem. Chillout….. Pushkar – najlepsze miejsce na odpoczynek w Indiach (poza wybrzeżem). Tutaj obudziło się w nas zwierzę!.. Leniwiec ;)

Z Pushkaru wyjeżdżamy autobusem po 22:00. Podwójne łóżka u góry z zasuwanymi drzwiczkami, a na dole część miejsc siedzących. Drogi fatalne, całą trasę czujemy się jak na rajdzie po wertepach a do tego się przeziębiłam.

Reklamy