Udajpur

Do Udajpuru dojeżdżamy ok 4 nad ranem. Kierowca informuje nas o dotarciu do celu poprzez zaświecenie światła i okrzyki „Udajpur!”

Zabieramy plecaki i wychodzimy w półśnie na ulicę. Jest ciemno, jesteśmy gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu w nowym mieście a wszyscy dookoła śpią.

Po chwili znajdują się jednak dwaj niezawodni rikszarze i z jednym z nich jedziemy do wybranego przez nas hostelu. Wychodzi zaspany właściciel i pokazuje nam pokój.  Zostajemy. Marzymy o wygodnym łóżku a ja także o dostępie do apteki. Leki, które zabrałyśmy z Polski nie zdają póki co egzaminu.

Hostel nowy i dość ładny ale trochę zaniedbany. Zdjęcia możecie zobaczyć tu. Ledwo zmrużyłyśmy oczy a nasze uszy nie mogły się wybronić przed dochodzącym do nich hałasem z zza okna. Klaksony, krzyczące kobiety, które wychodzą na ulicę i plotkują z sąsiadkami siedząc na schodach u wejścia domostwa i drące się wniebogłosy dzieci… dom wariatów. Prądu znów nie ma więc wiatrak też nie działa a my zaczynamy się pomału topić w tym upale. Powietrze stoi i gdyby się tylko dało pokroiłabym je nożem w poszukiwaniu cząstki rześkiego, świeżego powietrza.

Właściciel naszego nowego tymczasowego domu, ok 40tki, długie włosy, harley’owiec, okazuje się być bardzo opiekuńczy. Ciągle pyta Oli jak się czuję i czy ma zostać na noc w hotelu gdyby był potrzebny (mieszka w innym miejscu). Martwi się o moje zdrowie i wysyła ze mną swojego młodszego brata do najbliższej apteki.  W aptece dostaję antybiotyk i coś na katar.

Po 12-tej idziemy na śniadanie do okolicznej knajpki. Właścicielce podoba się mój długopis, więc jej go zostawiam.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Odwiedzamy City Palace, którego budowa rozpoczęła się w 1553r i trwała przez lata panowania kilku kolejnych władców. Wejściówka 75RS + 200RS za możliwość robienia zdjęć wewnątrz.

Po wyjściu zaczepia nas gromadka Hindusek i prosi o zdjęcia ;) Odbywa się więc sesja grupowa i indywidualna na ulicy Udajpuru. Następnie Panie podziwiają się na wyświetlaczu aparatu a na ich twarzach gości szeroki uśmiech i ekscytacja, choć do zdjęć miny zachowały dość poważne.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dzień kończę dość szybko, bo o 19-tej opadam już z sił i zasypiam.

Większość kolejnego dnia spędzam w łóżku. W części dnia na zewnątrz na naszej drodze spotykamy małpy, które skaczą nad naszymi głowami i na murku obok równocześnie bacznie nas obserwując. Miny mają dość groźne więc postanawiam nie drażnić ich dodatkowo sesją fotograficzną z obawy przed ich ząbkami.

Uchwyciłyśmy natomiast dumnie prezentujący się na jeziorze Pichola Lake Palace. Można go podziwiać m.in. w firmie „Ośmiorniczka” z J.Bondem. Został wybudowany w latach 1743-6, był zimowym pałacem władców Indii a obecnie znajduje się w nim kurort, gdzie noc kosztuje od ok 1500 złotych. Zdecydowanie nie nasze progi :)

Reklamy