Owoce Azji cz.1

Podczas podróży po  Azji  zawsze szukam owoców, których jeszcze nie jadałam, żeby posmakować czegoś nowego. Często smak mnie zaskakuje i to nie zawsze pozytywnie ;)
Są takie owoce, które smakują dość specyficznie np. DURIAN. Nie przypomina w smaku niczego jadalnego. Nie wiem jak smakuje padlina, ale myślę, że byłabym blisko. Dorzuciłabym jeszcze trochę zgniłej cebuli. Owoc ten ma konsystencję papkowatą, a na lotniskach w Azji wiszą tabliczki z zakazem wnoszenia go na pokład samolotu, zaraz obok zakazu wnoszenia broni i ostrych przedmiotów. Wyobraźcie sobie jaki to musi być smród! Smakuje jeszcze gorzej niż pachnie, ale dzielnie zjadłam prawie cały kawałek, jaki kupiłyśmy z Olką w Bangkoku. Może ktoś z Was ma inne skojarzenia smakowe? Piszcie śmiało w komentarzach!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Również w Bangkoku, po raz pierwszy skosztowałyśmy rambutany i dragon fruita.

Te owoce w odróżnieniu od duriana bardzo przypadły nam do gustu. Oba soczyste i słodkie ale zupełnie od siebie różne.

Nazwa RAMBUTAN oznacza po prostu ‘owłosiony’ co jest zgodne z prawdą, bo wyglądają jak liczi z włosami/miękkimi kolcami. Są od nich mniej soczyste, i trochę gorzej się je obiera – pestka wewnątrz owocu nie jest tak śliska jak w liczi i mają nieco grubszą skórkę. Smakuje równie wybornie! ;) Nasiona rambutana są również cenione ponieważ zawierają dużo tłuszczu i oleju (głównie kwas oleinowy i kwas arachidowy) – są wykorzystywane do produkcji mydła.

Tajlandia_Kanchanaburi341_m

DRAGON FRUIT, czyli smoczy owoc lub jak kto woli Pitaja jest owocem kaktusowym. Nie posiada wyraźnego smaku, ale jego wygląd bardzo zachęca do jego spałaszowania. Je się go wygodnie. Wystarczy przekroić na pół i wyjeść biały miąższ razem z czarnymi pestkami łyżeczką. Można też obrać go ze skórki i pokroić na plasterki. Smakowo, hm… niektórzy porównują go do kiwi, ale mi on kiwi nie przypominał. Bardziej gruszkę? Sama nie wiem. Generalnie jest smaczny i niskokaloryczny.  Można spotkać też odmianę o czerwonej skórce i czerwonym miąższu oraz żółtej skórce i białym miąższu.  Można go już kupić w Polsce, np. w Almie ale cena mnie przeraża, więc czekam na kolejną wyprawę do Azji ;)

Tajlandia_Kanchanaburi342_m Tajlandia_Bangkok352_m

KUMQUAT przypomina małą spłaszczoną pomarańczę i smakuje dość podobnie z tym, że jego miąższ jest bardziej kwaskowaty. Je się go razem ze skórką, która swoją słodyczą kontrastuje z wnętrzem i razem stanowi dość dobre połączenie smaku i aromatu (skórkę można potem wypluć.) Owoce te jak i inne cytrusy można hodować w doniczkach w domu.  Ja tylko czekam, aż pojawią się w którymś ze sklepów w Opolu, może coś tym razem wyrośnie w przeciwieństwie do moich prób sadzenia awokado. Chyba jestem po prostu kiepskim ogrodnikiem, ale wizja zielonego drzewka obsypanego małymi kumquatami bardzo mnie zachęca. ;)

DSC_7694_m

KOKOS. Ot taki zwykły jakie mamy w sklepach… otóż nie. W Azji jada się kokosy okryte jeszcze zieloną skórką (świeżutkie, nie obrane). W sumie bardziej służą tubylcom i podróżnikom do gaszenia pragnienia w upalne dni, ale ja wielbicielka wszystkiego co kokosowe specjalnie z myślą o kokosach zabrałam do Azji małą łyżeczkę, żeby dobrać się do jego wnętrza. Jakie było moje zdumienie, kiedy po raz pierwszy po wypiciu kokosowej wody zobaczyłam, że wokoło wewnętrznej strony łupinki jest tylko cienka warstwa kokosowej galaretki, delikatnej i bardzo smacznej.

Na Sri Lance zaś królują kokosy pomarańczowe. W nich ani woda ani miąższ nie pobudziły moich kubków smakowych do dalszej degustacji, na jednym się skończyło. Także zdecydowanie w moim osobistym konkursie wygrywają zielone kokosy!

W Kambodży jadłam kokoski miniaturkowe – rewelacja. Malutkie obrane owalne, jako orzeszki wielkości śliwki. Żałuję, że wzięłam tylko kilka.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Aktualnie jednym z moich ulubionych owoców jest PASSION FRUIT/MARAKUJA. Pierwszy raz jadłam go dopiero podczas mojej ostatniej podróży na Sri Lance. Owoc zdecydowanie inny od większości, bardzo aromatyczny. W smaku dość kwaskowaty a konsystencją przypomina gluta z pestkami ;) W Azji można spotkać odmianę ciemnofioletową i pomarańczowożółtą.

Kiedyś w Tesco kupiłam kilka sztuk bo były mocno przecenione. Nic dziwnego, gdybym nie wiedziała, że najlepsze są kiedy skórka jest pomarszczona i owoc wygląda na zepsuty, też bym pewnie nie kupiła ;)

Więcej o owocach Azji w kolejnym wpisie…

Marakuja

Zdjęcie z tesco.pl

Reklamy