Nasz mały raj – Ko Samet

Pierwszego dnia w raju spałyśmy dość długo, bo do 12! Szkoda czasu marnować na spanie, tak sobie teraz myślę, ale musiałyśmy odespać stracone godziny w podróży.

Na śniadanie pad thai, moje ulubione i podstawowe jedzenie w Tajlandii. Kto był w Tajlandii i nie jadł pad thai na ulicy ten ma czego żałować. Nasz kelner wygląda dość zjawiskowo – ma długie czarne włosy, perły w uszach, różowe usta, wypchane piersi, krótką spódniczkę i głęboki głos ;)
W Tajlandii jest bardzo dużo ladyboy’ów i zupełnie mi to nie przeszkadza, bo niby czemu miałoby. Mężczyźni mają taką urodę, że z prawie każdego można zrobić tutaj kobietę.

Temperatura wymarzona, delikatny wietrzyk i ciepła woda, do tego palmy, piasek, piękne widoki… czego chcieć więcej?

panoramaKohSamet kopia

Wieczorem korzystamy w barze SilverSand z darmowych drinków. Na piasku rozłożone są pufy i stoliki, morze mamy 2m od stóp! Ciekawostka: księżyc tutaj wygląda zupełnie inaczej – jak się ściemnia jest nasz ‘europejski’, po 21 kładzie się na bok i wygląda jak leżący rogalik.

SAM_0004 kopia

Drugi dzień na wyspie rozpoczynamy o 5:45 wschodem słońca.

Słońce już co prawda wstało jak dotarłyśmy na miejsce, ale i tak było pięknie! Mamy pecha jeśli chodzi o wschody w Azji. W Angkor w Kambodży też się trochę spóźniłyśmy.

Wszystkie psy (a jest ich tu naprawdę dużo) chodzą za nami po plaży. Wchodzą nawet na skałki i wpychają się przed obiektyw. Mają bardzo duże zaufanie do obcych, także jeśli uwielbiasz psiaki to Ko Samet będzie twoim rajem x2. :)

Olka poszła dalej spać do pokoju, a ja powędrowałam z powrotem na plażę, tam się zdecydowanie lepiej śpi ;)

Spotkałyśmy się na śniadaniu. Dziś makaron z kurczakiem i warzywami + shake bananowo-kokosowy. Pycha!

This slideshow requires JavaScript.

Po południu zaczynamy eksplorować okolicę. Ja kosztuję czegoś nowego, tym razem lód o smaku fasolowo-kokosowym, z całymi fasolami w środku! Całkiem niezły prawdę mówiąc ;) Zamawiamy też sałatki z papaji (60bat) w prowadzonej przez Kanadyjczyka na emeryturze knajpce. Porozmawiałyśmy z nim troszkę o możliwościach zatrudnienia w Tajlandii i okazało się, że najłatwiej jest emerytom i studentom, dla pozostałych zakładanie tutaj swojej działalności to dość ciężki kawałek chleba..

Obok knajpki ulicą przechodził pan z lodami. Nosił ze sobą podręczne lodówki a lody chyba robił sam. Były tak rewelacyjne (serwowane do wyboru w wafelku lub na ‘bułce’!, to też nowość), że później na plaży kupiłyśmy kolejną porcję!

Dziś plażę miałyśmy na wyłączność, ani żywej duszy. Cały dzień słodkiego lenistwa. Nie przypuszczałam, że polubię takie leżenie plackiem i smażenie się na słońcu, zawsze mnie to irytowało i wolałam się gdzieś szwendać.  Tutaj, naprawdę czuję się jak w raju i na wszystko na co mam ochotę to odpoczynek :) Piękne, przezroczyste morze, cudny piasek, roślinność, spokój… żyć nie umierać. Muszę tu wrócić, nie ma innej opcji.

Kurcze, chyba nie powinnam tak pisać bo im więcej reklamuję to miejsce tym więcej ludzi będzie chciało tutaj przyjechać i kiedyś może już nie być tak cudnie i spokojnie. Wiecie co,… tak naprawdę to jest tu strasznie brzydko, nie ma co  przyjeżdżać ;P

Wieczorkiem omlecik z mozzarellą i pomidorkami (rewelacja!) a potem dalsze błogie lenistwo na plaży, tym razem w knajpce, przy darmowym drinku. Byłam już na tyle leniwa, że połączyłam kilka ze sobą rurek, żeby móc sączyć drinka na leżąco.

Muszę się do czegoś przyznać…zakochałam się… nigdzie, ale to nigdzie nie piłam tak zarąbistego drinka jaki robią tutaj – Mai Tai (w Silversand bar) Dopracowany do granic możliwości. Po prostu przepyszny. Piłam go już w kilku miejscach w Polsce i Azji, ale żaden nie może sobie stanąć obok tego. Także na mojej liście ulubionych rzeczy, obok m.in. haribo i masali ląduje Mai Tai. ;)

Poznałyśmy pracujących tutaj barmanów, którzy są jednocześnie chłopakami ‚igrającymi z ogniem’ (fireboys) i okazało się, że część z nich pochodzi z Kambodży. Przyjechali na wyspę, żeby zarobić trochę pieniędzy. Zarobek powiązany z przyjemnością i zabawą – wymarzona praca.

This slideshow requires JavaScript.

Kolejnego dnia wczesnym rankiem znów poszłam na plażę. Jest tak pięknie, że rozważamy już stały pobyt ;)

Dzisiejsze śniadanie stoi pod znakiem kurczaka w sosie curry i kokosów z warzywami i chili oraz shakem melonowo-kokosowym. Przepyszne! (gdyby ktoś tu był i chciał skosztować – WhiteSand Resort, 150b)

Jestem zodiakalnym kotem i za wodą nie przepadam (nie, że się nie myję ;) ), pływać nie lubię…. a tutaj bym z niej nie wychodziła. Kocham ten spokój, samotność o poranku na plaży, szum fal i delikatną bryzę…

Tak jak wspominałam w poprzednim wpisie, wymarzona wyspa – wieczorem umiarkowane rozrywki, bez zbędnej przesady i kiczowatości, rano błogi spokój i pustka. Tylko kraby biegają wokół mnie i wykopują doły w piasku uciekając przed ciekawskimi psami.

SAM_3527 kopia

Wieczorkiem przeszłyśmy się po wszystkich knajpkach na plaży. Grałyśmy w bilard, tańczyłyśmy chwilkę z dziewczynami na scenie, dyskutowałyśmy z chłopakami o życiu w Azji i w Europie, przechodziłyśmy pod płonąca poprzeczką i przeciągałyśmy linę na plaży ;) Dałyśmy się ponieść wszystkim tym rozrywkom, które ‘nie są dla nas’ i wiecie co, było bardzo fajnie :)

Przez te 3 dni, zresetowałyśmy się na maxa i żal nam było odjeżdżać. Jedno wiem na pewno, jeszcze tu kiedyś wrócimy !…całkiem możliwe, że już niebawem :)

SAM_0120 kopia

Advertisements