SHANGHAI: zagłębie podróbek, zabawa z emerytami i wyproszeni z metra

Po dotarciu pociągiem do Shanghai’u udajemy się do poleconego przez chłopaka z Finlandii hostelu Blue Mountain. Hostel znajduje się bardzo blisko metra i tym samym w tak wielkim mieście jest świetnym miejscem wypadowym. Również polecam. 1685_shanghai_blue_mountain_hostel_m

Kolejnego dnia ruszamy metrem w kierunku People Square (wielki plac miejski w centrum miasta). Jak tylko wychodzimy z podziemia zostajemy okrążeni przez 3 młodych Chińczyków i zapraszani na występy artystyczne, na które bilety kosztują fortunę! Oczywiście nie korzystamy z ‘okazji’. Pieszo docieramy do ulicy przepychu – Nanijing Road (coś jak Wangfunjing w Pekinie). Długa, tłoczna, bardzo kolorowa i droga ulica.

1706_shanghai_peoples_square_m

People Square

1987_shanghai_nanjing_road_m

Nanjing Road

1713_shanghai_nanjing_road_m

Rusztowanie z bambusa na Nanjing Road

Z racji zbliżającego się Święta Ustanowienia CHRL ludzi na ulicy jest jeszcze więcej niż zazwyczaj (poruszamy się tam, gdzie chce tłum).  Organizowane są także różnego rodzaju konkursy i eventy. Do jednego z nich zostajemy zachęceni przez młodą Chinkę. Nie ważne, że udział biorą sami emeryci :) Generalnie zasada jest prosta – trzeba trafić plastikowym krążkiem na grube stojące pudełko po lekach ;P Każdy ma po 3 szanse i w zależności w który karton trafi, taką otrzyma nagrodę. Dookoła panuje roześmiana atmosfera, emeryci pełni  życia, dopingują nas okrzykami i robią zdjęcia. Zabawa na całego! Jeśli ktoś nie trafi to wokół natychmiast rozlegają się współczujące westchnienia. Wszyscy żałują i pocieszają przegranego. Uwaga… nadchodzi moja kolej :) Ustawiam się do rzutu… dziadkowie skupiają na mnie wzrok i wyczekują rezultatu…   celuję…. No i udaje się za trzecim razem! Wszyscy biją brawo i aż podskakują z radości, że mi się udało. Wygrywam kubeczek plastikowy z dziubkiem i miarką :)

1715_shanghai_nanjing_road_m

Mentalność ludzi tutaj jest zupełnie obca od naszej.  Nie wyobrażam sobie takiej sceny w Polsce. Nawet teraz kiedy to piszę i wspominam na twarzy mam uśmiech od ucha do ucha. :)

Wchodzimy w tłum i ruszamy dalej w kierunku Bundu – nadbrzeżnej promenady wzdłuż brzegu rzeki Huangpu.

Co chwilkę podchodzą do nas podejrzane typy i pokazują karteczki ze zdjęciami markowych butów, torebek i zegarków. Zachęcają, żebyśmy poszli za nimi a oni wskażą nam miejsce, gdzie markowe rzeczy możemy kupić w bardzo korzystnych cenach. Kilku spławiamy, ale za 5 razem dajemy się skusić. Podążamy za podróbkowym przewodnikiem i wchodzimy do zwyczajnego sklepu. Ha! Tylko z pozoru to zwyczajny sklep, bo w rzeczywistości po pociągnięciu za odpowiedni wieszak otwiera się ściana a za nią królestwo podróbek światowych marek od Gucci po Pradę i Dolce&Gabbana. Taka dziupla, skrzętnie ukrywana przed policją. Wchodzimy do środka. Ceny głowy nie urywają, ale upierają się, że super tanio i znakomita jakość. Najśmieszniejsze, że nie wiem, czy myślą, że biali nie myślą i są jedynie chodzącymi sakiewkami pełnymi dolarów, ale w żywe oczy przekonują, że to oryginały. Tym razem na nic się nie decydujemy, niech szukają innych naiwnych.

Odwiedzamy jeszcze kilka innych dziupli. W jednej z nich bardzo przemądrzała Chinka próbuje mi sprzedać zegarek Gucci za 400Y (ok 245zł). Fakt, że mi się bardzo podoba, ale tyle pieniędzy za niego nie dam. Powiedziałam, że podróbkę to sobie sama kupię taniej, nawet w Polsce. Wręcz mnie obrażając przekonywała, że nie ma szans. Kpiła, że zrobimy interes i ona będzie ode mnie te zegarki odkupywać. W końcu po bardzo długim procesie targowania się schodzi do 100Y i już prawie we mnie tym zegarkiem rzuca. Choć bardzo miałam ochotę go kupić z przekory tego nie zrobiłam.  Stwierdziłam, że znam już jego ‘dziuplową’ cenę i kupię gdzie indziej. Czy kupiłam, napiszę w jednym z kolejnych postów.

W końcu dochodzimy na Bund, skąd podziwiać można finansowe i komercyjne centrum Chin – Pudong. Tam wysyp ludzi w dziwnych fryzurach, artystów a także młodych chłopców jeżdżących na doczepianych do butów kółkach. Też sobie kupujemy takie! (25Y). Oczywiście nie brakuje nielegalnych sprzedawców wszystkiego – od gumowych stworków, po szklane podświetlane wieżyczki, zegarki, owoce, kamyczki, grillowane mięso, wisiorki itp. Zabawnie to wygląda, jak pojawia się policja (a pojawia się dość często)… nagle wszyscy zapadają się pod ziemię ;), żeby kiedy teren staje się czysty wynurzyć się z ciemności i kontynuować swój mały handelek.

1733_shanghai_bund_widok_na_pudong_m

Pudong

1762_shanghai_bund_m

Bund

1760_shanghai_bund_m

1767_shanghai_bund_m

1763_shanghai_bund_m

1736_shanghai_bund_m

Tak jak na Krupówkach tak i tutaj artyści zbierają datki malując podobizny przechodniów. Ja również poddaję się temu procesowi, zawsze chciałam mieć swój portrecik. Kosztuje mnie to 25Y razem z folią zabezpieczającą ołówek przed ścieraniem. Na początku było 80Y. W trakcie tworzenia mojej podobizny zbiera się grupka gapiów, która bacznie obserwuje jak Chińczyk rysuje białą. Wyszłam dość chińska, ale podobieństwo myślę, że jest. Zresztą sami możecie ocenić poniżej. :)

1750_shanghai_bund_m

Po zmierzchu wracamy metrem do hostelu. W połowie trasy metro staje a porządkowy wyprasza wszystkich podróżnych z wagonów twierdząc, że metro jest już nieczynne i dalej trzeba jechać autobusem! Jeszcze nie ma 21-ej a metro nieczynne? O co chodzi? Teraz już wiem dlaczego jedna babeczka tak szybko biegła, żeby zdążyć na poprzedzający nas kurs.  No nic… wychodzimy na zewnątrz, a wokół żywej duszy. Jeśli się już jakaś pojawia, to ‘no english’. Wsiadamy do autobusu a tam nikt nie jest w stanie nam powiedzieć, gdzie wysiąść. Wysiadamy gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu, na czuja. W ciemnościach szwendamy się trochę po okolicznych uliczkach i spotykamy policjanta. Licząc głośno na palcach ….one, two, three…pokazuje zdecydowanie ręką gest skrętu w lewo a na koniec salutuje! :)

1695_shanghai_metro_m

Mapka metra w Shanghaiu

1694_shanghai_metro_m

Puste metro po zmroku

Advertisements